Etykiety

brodatamuzyka Olsztyn koncert album muzyka wydarzenie koncerty Dave Matthews Band impreza płyta miasto wspomnienia Andergrant piosenka 10 pytań DMB Klub Amnezja Nowy Andergrant wydarzenia blog rock weekend Halfway Festival Dave Matthews TBT broda recenzja sobota instagram odliczanie piosenki festiwal płyty utwór Białystok alternative utwory Gdańsk Green Festival Klub OIOM Nextpop albumy folk podsumowanie setlista BOKKA Bydgoszcz CD Everyday Further Away Qźnia Rebeka Sarmata Pub We Draw A album od środka historia jazz opening set singer songwriter unboxing youtube Big Whiskey And The GrooGrux King Henry David's Gun Kamp! Kari Mikromusic Patrick the Pan Warszawa czwartek party przegląd studio wycieczka wywiad Daniel Bloom EP Fismoll Giżycko Glen Hansard Kari Amirian Leski Magia Oly. Oxford Drama Steve Lillywhite The Cinematic Orchestra The Lillywhite Sessions Tim Reynolds Ukiel funk soundcloud Ania Dąbrowska Arte Baasch Berlin Bracia Soprano Brennnessel Busted Stuff DFP DJ Dimitri From Paris Glen Ballard Kortez Kubaterra Kętrzyn Lao Che Leroi Moore Life on Stage Milky Wishlake Moose The Tramp Ostróda Pan Trup Pink Floyd Polska Sasha Boole Sigur Ros Smolik Spare Bricks The Dumplings Tides From Nebula ambient amfiteatr blues chillout disco electro indie nu-jazz pop punk rocznica slow life music festival synthpop 150 18 Steps 2005 2015 2016 Agata Karczewska Amsterdam Angel Olsen Anita Lipnicka AppleMint Art of Illusion At Glade Aurelia Luśnia Australia Austria Away From The World B90 BOHURT Before These Crowded Streets Bezsensu Blaze Bayley Borówka Box of Feathers Cass McCombs Cate Le Bon CeZik Christine Owman Christopher McCandless Coals Corruption Crash Curly Heads Dawid Podsiadło Depeche Mode Dublin East of my Youth Eddie Vedder Elbląg Enej Ergo Arena Etna Kontrabande Ewa Eyewash Fade Out Fink Fisz Emade Francja Fryderyki GEDZ Gosia Dryjańska Hitano Holandia Home Ibiza Indonezja Into the Wild Irlandia Islandia Izrael Jakub Bugała Jarre Jean Michel Jarre Jeff Coffin Jonasz i Kevin Juana Molina Julia Marcell Julia Vikman Band Justin Timberlake Justyna Święs Karlla Kev Fox King Klub Parlament Koffin Kats Kolonia Kortowiada Kortowo Kozak System Kraków Krzta Krzysztof Zalewski Kuba Dobrowolski Kuba Karaś Labai Laura Palmer Cover Story Lighthouse Little White Lies Live Trax Low Roar Lublin Ma Fleur Madonna Makowiecki Marcin Mrówka Maria Peszek Mariusz Antas Markéta Irglová Mary Komasa Mateusz Fanczak Mazury Mesajah Messa Michał Głos Mick Jagger Moizm Moriah Woods My Different Side Naju Natalia Przybysz Negură Bunget Niemcy Nirvana Nive Nielsen Northern Plague Nowa Lubelska Muzyka Nu-Nation OGF OLA Obscure Sphinx Olafur Arnalds Olsztyńskie Lato Artystyczne Once Original Boardwalk Style Ost Front Ostrów Wielkopolski PJ20 Panzer Park Sowińskiego Paryż Paul McCartney Pearl Jam Peter J. Birch Phish Po Godzinach Portugalia Przestrzeń Wolności Ptak Rafał Gorzycki Trio Rashawn Ross Rasmentalism Remedium Revolver Rock Cafe Riverside Robert Amirian Robert Kasprzycki Rolling Rysy SOM BRASIL SOR Samograj Sean Penn Sharon Van Etten The Antlers She Keeps Bees Shuma Sister Wood Skubas Solidarność Stand Up Starsabout Stephen Harris Sticky Fingers Stones Sublim Summerends Sztokholm Szwecja TAU TCO TEDE TFN Taco Hemingway Tatarak Music Festival The Beatles The Doctors The Prodigy The Swell Season The Veils The Winds Tom Morello Tomasz Stańko Torres Trey Anastasio Trey Anastasio Band U2 Voo Voo Warmia Wicled Heads Wiedeń William Fitzsimmons Wounds and Bruises XXANAXX Zielona Góra Zoe bandcamp bilety bogowie boiler room britpop chill czerwiec downtempo facebook film fusion impreza miasto jam kawa klawisze klubogaleria król lato lounge mechanicy shanty mixtape moments nic pasja playlista plaża miejska początek podróże postrock powstanie warszawskie psychodelia rok shanty sierpień singiel soundtrack stocznia suplement szanty triphop urodziny wszystko wyjazdy Łydka Grubasa

niedziela, 9 lipca 2017

Halfway Festival 2017 - magia inna niż zwykle

Trzeci Halfway Festival za mną.

W przeciwieństwie do poprzedniej edycji, tym razem nie pojechałem do Białegostoku sam. Dzielnie dotrzymywała mi kroku W., dla której był to debiut na HF i – poza samym festiwalem – bardzo ciekawiło mnie, co ona – osoba, dla której muzyka alternatywna i songwriterska nie jest tak bliska, jak dla mnie – powie o białostockim wydarzeniu. I powiedziała, ale link do jej relacji znajdzie się na końcu mego wpisu, w peesie.


Ze względu na inne rozumienie kultury przez osoby zarządzające miejskimi finansami tegoroczny Halfway odbył się w innej formie. Z trzech dni został skrócony do dwóch (sobota i niedziela), niemniej piątek stanowił swego rodzaju „rozgrzewkę” przed właściwą częścią festiwalu. Poza wystawami fotografii Igi Drobisz oraz plakatów Andrzeja Wieteski, tego dnia w budynku Opery i Filharmonii Opery Podlaskiej zaprezentowały się trzy grupy. Pierwszy, białostocki Starsabout, prezentujący połączenie bardziej marzycielskiej wersji rocka progresywnego i alternatywy, podbił serca publiczności. Panowie są w przeddzień wydania swojej drugiej płyty i życzę im, by Halfway był dla nich początkiem wielkiej kariery, gdyż dawno nie słyszałem tak dobrego, polskiego grania i warto się tym graniem podzielić z innymi. Po nich na scenie pojawiła się Christine Owman z zespołem i ten występ stanowił zupełny kontrast do Starsabout. Lekkie, spokojne, przeciągnięte kompozycje zostały nagle zastąpione przez potężne, psychodeliczne i ostre dźwięki, tak bardzo podkreślone przez główny instrument artystki, czyli wiolonczelę. Całość uzupełniały klimatyczne wizualizacje oraz znakomita gra świateł. Po raz kolejny przekonałem się, że skandynawska muzyka to najczęściej albo delikatne, intymne dźwięki, albo właśnie takie czołgi, rozrabiające na scenie tak, jak ten prowadzony przez Christine Owman. Znamienne było również to, że artystka kilkukrotnie podkreślała, iż chętnie przyjedzie ponownie do Polski, pod warunkiem, iż… ktoś ją zaprosi. I to była pierwsza „duża” myśl, która została mi w głowie po tym dniu. Halfway Fanday został zamknięty przez występ białoruskiej Shumy, prezentującej mieszankę starych pieśni oraz współczesnej elektroniki. Mimo, iż całość prezentowała się dość ciekawie pod względem wizualnym, to nie urzekła jakoś specjalnie ani mnie ani W., w związku z czym obraliśmy kierunek pt. spanie.

Starsabout
Christine Owman
Shuma

W sobotę ominęło mnie spotkanie z pochodzącą z Mauritiusa Emlyn (podobno było świetnie!), natomiast załapałem się na dyskusję o podlaskim slow life, która może nie zmieniła mojego osobistego slow-life’owego podejścia, ale dwa-trzy ciekawe wnioski z niej wyniosłem i powolnym krokiem skierowałem się w stronę Opery.


Teren festiwalu, jak zwykle kolorowy i pełen zieleni, z roku na rok coraz bardziej oplatającej budynki i amfiteatr, skupił wiele (choć w przypadku HF to słowo jest dyskusyjne) osób zażywających relaksu na leżakach i trawie, zajmujących miejsca i oczekujących na otwarcie festiwalu, w tym roku z lineupem „wypełnionym” głównie kobietami. Otwarcia dokonała młoda Agata Karczewska, która występując samotnie z gitarą miała przed sobą trudne zadanie i mimo, że udało jej się mu sprostać, to mnie nie kupiła ani trochę i uważniej posłuchałem chyba tylko dwóch numerów, przy czym ten drugi służył mi już bardziej jako soundtrack do robienia zdjęć, a cała reszta setu zlała mi się w jeden i ten sam utwór. Karczewska prezentuje miks folku, country i muzyki songwriterskiej, ale wg mnie w żaden sposób nie potrafi sprzedać ani swojej muzyki ani siebie. Odniosłem wrażenie, że niewielki amfiteatrzyk został wypełniony ego tej drobnej dziewczyny, wcale nie pomagały jej rzucane pod nosem komentarze, a gwoździem do trumny było „na bis zagram ten i ten numer, bo nienawidzę go najmniej z ich wszystkich. Aha, jeśli ktoś chce kupić moją EPkę (z muzyką, której nienawidzę – dopisek mój), to zapraszam po koncercie”. Może się czepiam, choć akurat nie byłem sam w tej opinii. Jeśli to jest jej sposób na karierę, to życzę powodzenia. Mnie nie urzekła i nie polecam.
Polecam za to Cate Le Bon z Walii. Artystka i jej zespół od razu poderwali publiczność, prezentując jeden z najdziwniejszych setów podczas tegorocznego Halfway Festival. Charyzmatyczna Le Bon rządziła na scenie, co rusz zaskakując nietypowymi, oryginalnymi kompozycjami, zbierając za nie burzę oklasków. Po niej zaś na scenę dziarsko wkroczyła Juana Molina z Argentyny, której muzykę można w sumie określić nieśmiałym „co to jest?!”. Surrealistyczne dźwięki, psychodeliczne rytmy, pomieszane harmonie, poplątane gatunki. Nic dziwnego, że awangardowa królowa zwróciła uwagę Davida Byrne’a z Talking Heads. Występ Moliny, mimo, iż nie do końca w moim guście, porwał publikę, a z różnych stron można było usłyszeć (zarówno wtedy, jak i drugiego dnia), iż był to najlepszy koncert Halfwaya, w związku z czym – twórczości tej artystki również warto poświęcić dłuższą chwilę. Może akurat Was urzeknie?

Agata Karczewska
Cate Le Bon
Juana Molina

Grubo po 22:00 na scenę weszła Mackenzie Scott, amerykańska singer-songwriterka, występująca jako Torres. Imię to było na ustach wszystkich na długo przed rozpoczęciem festiwalu, natomiast dla mnie to artystka zupełnie nieznana, a podczas przygotowań do wyjazdu i odsłuchu jej muzyki nie poczułem żadnego „wow”, jak miało to miejsce w przypadku innych formacji. I chyba tak też było na żywo, a może to efekt chłodnego wieczoru i lekkiego zawirowania w głowie po koncercie Moliny? Torres dwoiła się na scenie, publiczność z entuzjazmem przyjmowała jej występ, a ja ponownie odczuwałem, że wszystko zlewa się w jedność i dopiero pod koniec, kiedy z lekka monotonny głos zmienił się w krzyk, ciekawiej nadstawiłem ucha. Drugi raz miało to miejsce przy zamykającym bis, solowym wykonaniu utworu Proper Polish Welcome. Torres zeszła ze sceny i praktycznie od razu o niej zapomniałem, natomiast w głowie pojawiła mi się druga „duża” myśl: mimo, iż tego dnia stylistycznie było dość różnorodnie, tak nadmiar damskich głosów spowodował, że w moim mniemaniu wszystkim koncertom brakowało „tego czegoś”.
Wieczór został zamknięty przez nowozelandzką grupę The Veils, której lider i wokalista Finn Andrews nie oszczędzał się na scenie i z całych sił wykrzykiwał do mikrofonu teksty kolejnych utworów. Był to najmniej eksperymentalny i, paradoksalnie, alternatywny koncert dnia, bo w mym odczuciu to słowo w odniesieniu do The Veils oznacza tylko zgrabną szufladkę. Panowie (i pani) grają konkretnego rocka  i mimo, że nie zostałem do końca występu, to bawiłem się na nim świetnie.

Torres
The Veils

W niedzielę klasycznie już opuściłem kolejną dyskusję, natomiast załapałem się na część śniadania na trawie, będącego również znakomitą okazją do zapoznania się z lokalnymi produktami handmade czy kuchnią wegańską. Przy okazji w końcu udało mi się w końcu zwiedzić dach Opery i przyznam, że sam budynek oraz jego konstrukcja jeszcze bardziej zyskały w moich oczach. Wielkie pokłony dla jego projektanta oraz tego, który zezwolił na tę budowę. Oby tylko takie architektoniczne cudeńka powstawały na świecie!

Drugi dzień festiwalu zapoczątkował występ polskiego duetu Coals tworzącego fascynujące połączenie popu, folku i elektroniki. Mimo młodego stażu Kasia i Łukasz zagrali już na większości najważniejszych polskich festiwali, a udział w Halfwayu był nie tylko kolejnym punktem do wpisania w CV. Z otwarciem poradzili sobie zdecydowanie lepiej, niż ich koleżanka z poprzedniego dnia i mimo, że w ich występie brakowało mi nieco bardziej wyrazistych akcentów, to spisali się na medal, znakomicie przygotowując publiczność na ciąg dalszy dnia.
Bardzo krótkim, ale jakże energicznym setem „zaatakowały” wszystkich Islandki z East of my Youth! W przeciągu zaledwie pół godziny dwie panie podniosły niemal cały amfiteatr, śpiewając z publicznością i uśmiechając się przez cały występ. Było mniej alternatywnie, było mniej songwritersko, było mniej folkowo. W zasadzie było bardzo popowo i elektronicznie, ale w niczym nie przeszkodziło to, by zagrać na takim festiwalu, jakim jest Halfway. Fajnie byłoby usłyszeć panie na żywo raz jeszcze, bo nawet, jeśli ich muzyczny warsztat nie powalał na kolana, to pozytywną energią płynącą ze sceny mogły obdzielić wiele osób.

Coals
East of my Youth

„Tylko” poprawnie w moim odczuciu zaśpiewała pochodząca z Grenlandii Nive Nielsen z zespołem. Mająca w dorobku dwie płyty artystka zaprezentowała w Białymstoku przekrój twórczości, muzycznie wszystko się zgadzało, ale nie ujęło mnie na tyle, by uczestniczyć w tym koncercie, zatem skupiłem się na zajęciu miejsca na leżaku i łapaniu ostatnich tego dnia promieni słonecznych, jedynie nasłuchując dźwięków dochodzących zza murów amfiteatru.

Nive and The Deer Children

Tu nastąpiła dłuższa chwila przerwy, bowiem nad Białystok nadciągnęły czarne (dosłownie!) chmury i wszyscy oczekiwali na rozwój sytuacji. Koniec końców okazało się (a jakże!), że nawet nie ma opcji by przerwać festiwala i na scenie zaczęto instalować sprzęt grupy Cass McCombs Band. Uznany przez New York Times za jednego z najlepszych songwriterów naszych czasów McCombs nawet nie musiał udowadniać, iż to nie są słowa rzucone na wiatr. I mimo, iż przez cały koncert nie odezwał się praktycznie ani razu, a jego cały kontakt z publicznością ograniczył się do rzuconego pod nosem thanks, to w moim odczuciu był to najlepszy występ tegorocznego Halfwaya. Zespół zaserwował powrót do rockowych lat świetności, z niekończącymi się solówkami, improwizacjami i porcją solidnych tekstów. Nie wiem, kiedy to się stało, że ten koncert upłynął tak szybko… Zbyt szybko, dlatego będę polował na kolejne występy tej grupy, bo to, co zobaczyłem i usłyszałem w Białymstoku narobiło mi tylko smaku, ale ani trochę nie zaspokoiło apetytu.

Cass McCombs Band

Halfway Festival 2017 zamknęła Angel Olsen z zespołem. Uwagę przyciągał image wokalistki i jej zespołu, natomiast sam koncert – czy to ze względu na niesprzyjającą pogodę, czy na późną porę, nie wiem – odniosłem wrażenie, że nie poderwał publiczności. Owszem, zewsząd słychać było zarówno okrzyki jak i westchnięcia zachwytu, ale mimo solidnego przygotowania i zaprezentowania się artystów na scenie wg mnie w amfiteatrze brakowało tego czegoś. A może rozchorowana tego dnia songwriterka nie miała ochoty na „flirt” z publicznością? Zagrała, zaśpiewała, zażartowała kilka razy, ale w moim mniemaniu nie było w tym wszystkim chemii, jakby tylko przyjechała do pracy, co nie zmienia faktu, że mimo wymienionych tu uwag – był to bardzo udany występ. Po prostu nie rozłożył mnie na łopatki, co zdarzało się w przeszłości wielokrotnie.

Angel Olsen

Tak oto zakończył się tegoroczny Halfway Festival. Wydarzenie tak inne od reszty letnich festiwali. Tworzone przez ludzi z pasją, potrafiących zorganizować się mimo wybitnie niesprzyjających warunków, dla dosłownie kilkuset osób. Halfway to znakomita marka, świetnie promująca Białystok oraz okoliczne podmioty, takie jak knajpki, restauracje czy palarnię kawy. Okazuje się, że jeśli się chce i ma się głowę otwartą na pomysły, to można praktycznie wszystko. Można mieć u siebie świetnych fotografów, plakaty, festiwalowe gadżety, leżaki, można zorganizować niesamowitą świetlną tablicę, czy w końcu cieszący się ogromna popularnością stolik z kawą i łakociami (znakomity blok!) Nawet, jeśli tzw. ważni, rzucają co rusz pod nogi kłody. Swoją drogą: tym ważnym zaleca się mocne uderzenie głową, np. w ścianę, skoro nie widzą tego wszystkiego, co przynosi i daje Halfway.

W tym roku znów otaczała mnie magia, choć innego rodzaju, niż zwykle. Nie wiem, może nadal tkwi we mnie efekt uboczny ubiegłorocznej pracy przy organizacji imprez, może oglądanie koncertów od tej drugiej strony psuje mi ich radość, a może po prostu denerwuje mnie wokół coraz więcej rzeczy i nie potrafię skupić się na tym, co najważniejsze? Na szóstym Halfwayu bardziej urzekła mnie organizacja i podejście ludzi, a także kolejne, niekończące się rozmowy, niż sama muzyka (choć tu ostatnimi czasy jestem bardzo wybredny i trudno jest mnie zadowolić, więc na to również należy brać poprawkę), co nie zmienia faktu, iż był to najlepszy weekend bieżącego roku, a sam festiwal pozostaje najlepszym w kraju. Cudowny jest ten brak bananowej młodzieży, identycznych dziewczynek i chłopców z gołymi kostkami i z wiecznym telefonem w ręku, udających, że palą papieroski. Cudowna jest minimalna ilość aparatów i telefonów "na widoku". Cudowny jest zarówno entuzjazm, jak i cisza dobiegające z ław amfiteatru. Cudowne jest poznawanie nieznanych artystów, bo nawet, jeśli nie "podpasują" w 100%, to praktycznie z każdego z nich zostanie coś w środku na pamiątkę. Aż „strach” pomyśleć, co by było, gdyby w końcu udało się zrealizować wszystkie pomysły, w które odrobinę wtajemniczyli mnie organizatorzy. Liczę na to i trzymam kciuki tak samo mocno, jak mocno wyczekuję wymiany „dobrej zmiany” i powrotu do czasów okrutnych „układów i elit”. Tymczasem dziękuję Ci, Droga Ekipo Halfway Festivalu, za to, co i jak robisz. Dzięki Tobie co roku odwiedzam Białystok, poznaję jego zakątki i zabytki, a także ładuję baterie do dalszego działania oraz czerpię inspirację do pracy. Oby ta energia udzielała się również i Tobie. Mam nadzieję, że za rok spotkamy się w równie dobrych nastrojach. Termin w kalendarzu mam już zaznaczony.

PPS. Fotki z festiwalu można obejrzeć TU.

czwartek, 8 czerwca 2017

Najlepszy weekend w roku: Halfway Festival [edycja 2017] - suplement

Tak się złożyło, że na dwa tygodnie przed Halfway Festival w wydarzeniu nastąpiły zmiany. Ze względów osobistych w Białymstoku nie mogły pojawić się dziewczyny z Grúska Babúska, a w ich miejsce pojawi się skład East of My Youth (pochodzący, tak jak GB, z Islandii). Ponadto w lineupie pojawili się dodatkowi artyści z Polski: duet Coals oraz Agata Karczewska. 
Poniżej znajduje się opis zaktualizowanego lineupu, a także godzinowa rozpiska imprezy oraz szczegółowa informacja o wydarzeniach towarzyszących festiwalowi.

Pakujcie się, rezerwujcie noclegi i 23 czerwca widzimy się w Białymstoku! Do zobaczenia! :)

ARTYŚCI

STARSABOUT: to jeden z najbardziej obiecujących zespołów z podlaskiej stolicy prezentujących „dream sounds” balansujące na pograniczu rocka progresywnego i alternatywy, ich debiutancka płyta „Halflights” z 2016 roku wywołała zachwyt wśród niezależnych recenzentów z różnych zakątków świata. Otworzą 6. edycję Halfwaya prezentując premierowo nowy materiał. 

mat. organizatora

CHRISTINE OWMAN: balansuje pomiędzy mrocznymi, psychodelicznymi brzmieniami, a subtelną i marzycielską muzyką. W listopadzie 2016 roku ukazała się jej czwarta płyta „When On Fire”, w nagraniach której uczestniczyli m.in. Mark Lanegan (m.in. Queens of the Stone Age, Screaming Trees) i SoKo. Christine pasjonuje się muzyką od zawsze, mówi o sobie, że śpiewała zanim mogła mówić, komponowała zanim nauczyła się literować i zaczęła grać na wiolonczeli w wieku 5 lat. Christine tworzy muzykę do spektakli teatralnych, nagrywa z wieloma zespołami i jeździ w trasy z SoKo oraz z kapelami: Wovenhand i Vanna Inget. Teraz prezentuje światu swoją własną muzykę. Ma na koncie współpracę z wieloma artystami, a oprócz już wymienionych to m.in. takie nazwiska jak: Robert Plant z Led Zeppelin, czy Mark Lanegan.

mat. organizatora

SHUMA: mieszanka białoruskich archaicznych pieśni stanowiących spuściznę po wschodniosłowiańskich pogańskich rytuałach oraz współczesnej elektroniki. Niezwykła i piękna muzyka połączona ze sztuką wizualną, deep atmosphere i prawdziwa głębia współczesnej białoruskiej duszy prosto z Mińska. Ostatni album zespołu „Sonca” został uznany na Białorusi najlepszym albumem folk 2016 roku i najlepszym albumem 2016 roku według zagranicznych dziennikarzy. 

mat. organizatora

AGATA KARCZEWSKA: folkowa singer-songwriterka flirtująca z country. Inspiruje się takimi artystami jak Laura Marling czy Elliott Smith. Przedstawicielka muzycznego minimalizmu, która uważa, że na scenie w zupełności wystarczy gitara i wokal. W tym roku zaprezentowała się szerszej publiczności w programie Idol, a dzięki magicznemu głosowi i charyzmatycznej osobowości dotarła do finałowej 12-stki. W kwietniu br. ukazała się debiutancka EP-ka Agaty z autorskim materiałem, zatytułowana „You’re Not So Special”.

mat. organizatora

CATE LE BON: pochodzi z Walii, ale aktualnie mieszka w Los Angeles. Śpiewa po angielsku i walijsku, a jeden ze swoich albumów zatytułowała... po polsku. „CYRK” wydany w 2012 roku to jak sama mówiła „katalog podróżniczy, który kieruje nas do morza. Przeważnie pisuję o morzu, rozterkach sercowych i zwierzętach. Moja twórczość to kombinacja tych trzech wątków”. W 2016 roku światło dzienne ujrzał jej najświeższy album z równie intrygującym tytułem - „Crab Day”. Najnowsza płyta Le Bon to album wielowymiarowy, wypełniony surrealistycznymi tekstami i pytaniami, na które odpowiedź zna tylko sama Cate. Muzycznie „Crab Day” jest najpełniejszym z dotychczasowych albumów artystki i choć trudny do jednoznacznego zdefiniowania, to zdaniem krytyków przywodzi na myśl mieszankę The Velvet Underground z Nico i rockowe brzmienia z czasów świetności nowojorskiego klubu CBGB. Z kolei singiel „Wonderful” znalazł się wśród 100 najlepszych piosenek 2016 według Pitchfork.

mat. organizatora

JUANA MOLINA: pochodzi z Argentyny. W Ameryce Południowej była znana głównie jako komediowa aktorka serialowa, jednak w 1996 roku zaskoczyła wszystkich debiutując albumem „Rara”. Krytycy spodziewali się kolejnego celebryckiego projektu, a usłyszeli proste, bezpośrednie i intymne piosenki, które nie do końca spotkały się z ich entuzjazmem. Juana wyjechała do Los Angeles, gdzie znalazła zrozumienie dla swojej twórczości i postanowiła rozwijać się muzycznie. Wydawała kolejne albumy, które wciąż nie wywoływały zachwytu wśród Argentyńczyków, ale były doceniane na całym świecie (głównie w Japonii i Europie) i jak pisał „El Pais” umacniały jej pozycję „gwiazdy argentyńskiej awangardy”. Jej muzyka zaintrygowała Davida Byrne'a (Talking Heads), który zaprosił ją do supportowania jego amerykańskiej trasy koncertowej. Obecnie Juana Molina uznawana jest w Argentynie i Ameryce Północnej za jedną z najważniejszych postaci muzyki alternatywnej z Ameryki Południowej. Twórczość Juany jest unikatowa, w jej muzyce spotykają się ambient, neofolk, chillout, psychodelia, indie pop i folk. 

mat. organizatora

TORRES: 26-letnia, stacjonująca w nowojorskim Brooklynie singer-songwriterka. Swoją muzyczną przygodę zaczęła podobno w... szkolnych musicalach. Pierwszy raz pod pseudonimem artystycznym wystąpiła w 2013 roku – zagrała koncerty i wydała płytę zatytułowaną nie inaczej niż właśnie „Torres”. Album szybko zdobył uznanie recenzentów, którzy porównywali ją do PJ Harvey, czy EMA i zachwycali się jej emocjonalnymi tekstami, a przede wszystkim silnym głosem. Pitchfork okrzyknął jej debiutancki singiel „Honey” najlepszym nowym utworem. W 2015 roku światło dzienne ujrzał kolejny album Torres zatytułowany „Sprinter”. Nagrywała go w angielskich studiach – w Bridport z Robem Ellisem i w Bristolu z Adrianem Utleyem, gitarzystą Portishead. Torres ma za sobą trasy z wieloma muzykami, m.in. Lady Lamb i Okkervil River, otwierała także koncerty Sharon Van Etten, Hamiltona Leithausera, Garbage, Brandi Carlile i Tegan and Sara. Fani Sharon Van Etten usłyszeli Torres na płycie „Are We There”, gdzie Mackenzie wystąpiła gościnnie. Piosenkarki wydały także wspólnie singiel „New Skin”.
mat. organizatora

THE VEILS (NZ/GB): grupa istnieje od 15 lat i ma na swoim koncie 5 krążków. Płyty wydaje z zadziwiającą regularnością – co trzy lata. Znana jest także z emocjonalnych koncertów i charakterystycznego kapelusza Finna, z którym (jak się wydaje) artysta nigdy się nie rozstaje. Grupa od początku istnienia podąża własną ścieżką alternatywnego grania. Ważną postacią w zespole jest także basistka Sophia Burn. Grupa wydała w 2016 roku piąty, bardzo dobrze przyjęty, album „Total Depravity”, z którego pochodzi singiel „Low Lays the Devil”. Muzykę zespołu usłyszymy w nowym sezonie kultowego serialu „Twin Peaks”.
 
mat. organizatora

COALS: młody duet, w którego skład wchodzą Katarzyna Kowalczyk i Łukasz Rozmysłowski. Nazwa zespołu ściśle nawiązuje do znanego z kopalni węgla – Śląska. Prestiżowy brytyjski magazyn The Quietus opisywał ich muzykę jako „marzycielski, eteryczny pop czerpiący na równi z elektroniki i elementów folku”. Po zaledwie pół roku istnienia zespół został zaproszony na takie festiwale jak OFF Festival, Open'er Festival, czy Soundrive Festival. Kasia i Łukasz otwierali także pierwszą w Polsce wideosesję dla legendarnej stacji KEXP, w której to również utwór „Weightless” został wybrany piosenką dnia w sierpniu 2015 roku. Wśród inspiracji Kasia i Łukasz wymieniają m.in. Soap&Skin, Spooky Black, Sigur Rós i Deana Blunta. Ostatnimi czasy zespół zaczął stawiać pierwsze kroki na zagranicznych festiwalach (Positivus Festival, Reeperbahn Festival, LOFTAS, Tune In Tel Aviv, BUSH Budapest). W listopadzie Coals wystąpili także na festiwalu Iceland Airwaves w Reykjaviku, a także zagrali drugą sesję dla KEXP w słynnym Kex Hostel. 1 grudnia ukazał się ich singiel „Rave03” promujący debiutancki album, który ukaże się w 2017 roku, a jego motywem przewodnim będzie dzieciństwo.
 
mat. organizatora

EAST OF MY YOUTH: mieszkają i tworzą w Reykjaviku, choć grupa powstała w jednym z barów w Berlinie, gdzieś w 2014 roku. Nawiązały też współpracę z Guðnim Einarssonem, współproducentem trzech utworów na debiutanckiej epce, która ukazała się w tym roku. Co ciekawe, wszyscy chodzili wcześniej do jednej szkoły średniej, ale wtedy jeszcze się nie znali. Ostatecznie po latach spotkali się, choć ich drogi prowadziły różnymi ścieżkami – Herdís studiuje kompozycję muzyki filmowej, a Thelma jest aktorką. Tytuł epki "East Of My Youth" i jednocześnie nazwę zespołu dziewczyny zaczerpnęły z kultowej książki Jacka Kerouaca "W drodze".
 
mat. organizatora

NIVE & THE DEER CHILDREN: skład z pochodzącą z Grenlandii Inuitką Nive Nielsen na czele. Nive śpiewa głównie po angielsku, choć ma swoim repertuarze sporo utworów wykonywanych po grenlandzku. Debiutowała z przytupem. Jej pierwszy publiczny występ miał miejsce przed królową Danii i był transmitowany przez TV. Nive to jedna z najważniejszych gwiazd nurtu określanego przez niektórych żartobliwie jako „Eskimo folk” czy „Inuk Indie”. Artystka komponowała muzykę do filmów, a nawet zaliczyła epizod w hollywoodzkiej produkcji „Podróż do Nowej Ziemi”. W 2010 roku ukazała się debiutancka płyta Nive & The Deer Children zatytułowana „Nive Signs”, której produkcją zajmował się m.in. John Parish. Trzeba bowiem przyznać, że Nive Nielsen ma szczęście do współpracy z wieloma znakomitymi muzykami, wśród nich są Howe Gelb (Giant Sand), Ralph Carney (Tom Waits), Eric Craven (A Silver Mount Zion), Patrick Carney (The Black Keys). W 2015 roku ukazał się druga płyta Nive & The Deer Children „Feet First” wydana przez Glitterhouse Records.
 
mat. organizatora

CASS MCCOMBS BAND: The New York Times okrzyknął go jednym z najlepszych songwriterów naszych czasów. Jego najnowszy album „Mangy Love” to śmiałe połączenie eksperymentalnego soulu, psychodelii i solidnego rocka, którego owocem są dźwięki brzmiące na żywo lepiej niż kiedykolwiek. Ostra nowojorska zima i częste podróże Cassa do Irlandii przyczyniły się do powstania tekstów piosenek z „Mangy Love”, które wyśpiewał na płycie ze swoimi muzycznymi przyjaciółmi, m.in. z Angel Olsen i Blakiem Millsem. Cass jest w szczytowej formie, sięga po nowe brzmienia, a jego teksty są coraz lepsze, czego efektem jest najbardziej skłaniający do refleksji i kompletny album w jego dotychczasowej karierze. 

mat. organizatora

ANGEL OLSEN: jedna z najważniejszych artystek nurtu alternatywnego i singer–songwriterskiego. Gdy we wrześniu 2016 roku ukazała się jej trzecia płyta „My Woman” stało się jasne, że ten rok będzie należał m.in. do niej. Płyta zebrała entuzjastyczne recenzje krytyki na całym świecie (choć w Polsce wyjątkowo niewiele się o tej płycie mówiło) i znalazła się bardzo wysoko niemal we wszystkich podsumowaniach 2016 roku. Nic dziwnego, że jesienna trasa po Europie okazała się sukcesem – większość koncertów została wyprzedana. Angel postanowiła do Europy powrócić latem i zagrać na największych festiwalach. Do Białegostoku przyjedzie prosto z Glastonbury, by za chwilę wyruszyć do Roskilde. Angel Olsen urodziła się w St. Louis w USA i ma swoim dorobku trzy płyty. Od kilku lat nagrywa dla wytwórni Jagjaguwar, w katalogu której znajdują się między innymi tacy artyści jak Bon Iver i Sharon van Etten. Po blisko trzech latach starań organizatorów Halfway Festival Angel Olsen wreszcie po raz pierwszy zagra w Polsce!
  
mat. organizatora


ROZKŁAD JAZDY


23 czerwca 2017 | HALFWAY FANDAY
18.30 Iga Drobisz: „About her”, wernisaż wystawy i spotkanie z fotografką| scena kameralna
18.30 POSTERS/PORTRAITS, otwarcie wystawy Andrzeja Wieteszki | foyer
20.00 Starsabout | duża scena
21.30 Christine Owman | duża scena
23.00 Shuma | foyer

24 czerwca 2017
12.00 Otwieramy Horyzonty, muzyczne spotkanie z Emlyn | Horyzont
13.00 Podlaskie Slow Life – czy da się dziś żyć wolniej? | Horyzont
17.00 DJ area
18.00 Agata Karczewska
19.20 Cate Le Bon
21.00 Juana Molina
22.30 Torres
00.00 The Veils

AFTERPARTY | KLUB METRO
 
25 czerwca 2017
11.00 3. śniadanie na trawie, targ śniadaniowy | plac przy Operze
12.00  Joga na trawie z Muktijogą | zielone tarasy OiFP
14.00 Ona jest dla muzyki stworzona, czyli kobiece horyzonty muzycznego biznesu – panel dyskusyjny | Horyzont
16.00 DJ area
17.00 Coals
18.20 East Of My Youth
20.00 Nive & The Deer Children
21.50 Cass McCombs Band
23.40 Angel Olsen

 AFTERPARTY | BRAMA PUB


WYSTAWY


Iga Drobisz: „About her” | wystawa fotografii
W ramach wystawy „About her” zaprezentowany zostanie wybór zdjęć pochodzącej z Białegostoku fotografki Igi Drobisz. Iga urodziła się w 1991 roku, debiutowała jako ośmiolatka wystawą rysunków w Galerii Obuch. W dziedzinie fotografii jest samoukiem, przez co może pozwolić sobie na swobodny eksperyment z formą. Korzystając z tej wolności tworzy zdjęcia zupełnie obok trendów i czasów; o eleganckiej palecie i specyficznym traktowaniu ostrości. Pomimo młodego wieku autorki, twórczość już odznacza się estetyczną konsekwencją i nierzadko odwagą w podejmowanych tematach. Publikowała w takich magazynach jak: Rolling Stone Magazine, Marie Claire, L'Officiel, Elle, Wysokie Obcasy. Rok temu mogliśmy oglądać w Centrum im. Zamenhofa jej pierwszą solową wystawę "(LASTING) TRACES".
Wernisaż wystawy i spotkanie z Igą Drobisz | prowadzenie Michał Heller
23.06.2017| piątek | godz. 18.30, scena kameralna

POSTERS/PORTRAITS | wystawa prac Andrzeja Wieteszki 
W ramach POSTERS/PORTRAITS zaprezentowane zostaną portrety popularnych osobistości różnych kręgów – od muzyków i aktorów, przez modelki na politykach kończąc. Portrety autorstwa Wieteszki nie są klasycznym odwzorowaniem wyglądu fizjonomii, przedstawiają głębokie poszukiwania i analizę w zakresie graficznego kodu twarzy. Kompozycja faktur, kolorów i typografii tworzy swoistą identyfikację wizualną konkretnych postaci, a autor nadaje wizerunkom status znaków firmowych marek jakimi są sami portretowani. To język ze świata mediów, z którymi Andrzej związany jest od początku swojej drogi twórczej. Jest to również refleksja nad specyfiką naszych czasów, w których twarz jest najbardziej eksploatowanym obszarem ludzkiej tożsamości, a w przypadku osób publicznych podlega dodatkowo bezwzględnym mechanizmom rynku.
Otwarcie wystawy
23.06.2017| piątek | godz. 18.30, foyer


SPOTKANIA / WYDARZENIA TOWARZYSZĄCE
 

OTWIERAMY HORYZONTY, MUZYCZNE SPOTKANIE Z EMLYN
24.06.2017| sobota | godz. 12.00, Horyzont
Emlyn to pochodząca z Mauritiusa songwriterka i performerka, której szczególnie po drodze z muzyką świata i Sega – tradycyjną muzyką i tańcem jej rodzimej wyspy. Sega wywodzi się z tańców afrykańskich niewolników przywiezionych na Mauritius w XVIII w., którzy od początku używali instrumentów nieznanych nigdzie indziej, często improwizując przy pomocy przypadkowo znalezionych przedmiotów. Przez 10 lat życie Emlyn skupione było wokół tańca współczesnego. Na początku swojej muzycznej drogi artystka zaczynała od coverów, w 2015 roku wraz z The Orchestra of Souls nagrała singiel „Synthetik”. Piosenka o problemach młodego pokolenia szybko zyskała popularność na Mauritiusie. Twórczość Emlyn jest bardzo świadoma, na jej muzykę składają się przemyślane teksty (pisane głównie po kreolsku) i brzmienia w rytmie Sega, które tworzą tradycyjne instrumenty takie jak Ravann, Triang czy Kayamb w połączeniu z gitarą.
Zapraszamy na muzyczne spotkanie w Horyzoncie, gdzie Emlyn wystąpi z towarzyszeniem lokalnych artystów.

PODLASKIE SLOW LIFE – CZY DA SIĘ DZIŚ ŻYĆ WOLNIEJ?
24.06.2017| sobota | godz. 13.00, Horyzont
Marysia Dek (ilustratorka), Krzysztof Kiziewicz (filmowiec) i Roman Gutek (działacz kulturalny, organizator Slow Fest) w rozmowie z Andrzejem Bajguzem (Polskie Radio Białystok) i Grzegorzem Grzybkiem (Przedsiębiorcze Podlasie) podzielą się swoim spojrzeniem na powolne podlaskie życie. Co powoduje, że w tej części kraju czas płynie wolniej? Dlaczego ludzie tak chętnie wracają na Podlasie? Czy bliskość przyrody powoduje, że stajemy się szczęśliwsi? Zapraszamy Was do Horyzontu, chętnie usłyszymy Wasz głos w tej dyskusji.

3. ŚNIADANIE NA TRAWIE
25.06.2017| niedziela | godz. 11.00 – 16.00, plac przy Operze
W czerwcowy słoneczny dzień, 25 czerwca, zapraszamy już po raz trzeci na trawę przy Operze i Filharmonii Podlaskiej na wyjątkowy targ "Śniadanie na trawie", czyli dziew/czyński targ śniadaniowo-rękodzielniczy, który odbędzie się w ramach Halfway Festival 2017.
"Śniadanie na trawie" to okazja do spotkania się ze współczesnymi rękodzielnikami, wytwórcami naturalnych produktów oraz osobami zafascynowanymi handmade i wegańską kuchnią. Podobnie jak w poprzednich latach tworzymy miejsce, gdzie będzie można zjeść, kupić rękodzieło, pogadać ze znajomymi i nieznajomymi, posiedzieć na trawie, posłuchać muzyki… spotkać się w połowie drogi.

ONA JEST DLA MUZYKI STWORZONA, CZYLI KOBIECE HORYZONTY MUZYCZNEGO BIZNESU | prowadzenie Halina Jasonek
25.06.2017| niedziela | godz. 14.00, Horyzont
Annie Clark – St Vincent – zaprojektowała gitarę z myślą o kobiecym ciele. Bo choć, jak rozważa Cate Le Bon na łamach The Guardian, kształt kobiecego ciała był inspiracją dla wyglądu gitary, to (o ironio!) ze względu na anatomię, gra na gitarze jest dla kobiet po prostu niewygodna.
W środowisku zawrzało, znów podjęto dyskusję o byciu kobietą w zdominowanym przez mężczyzn muzycznym świecie. A skoro to #kobiety są headlinerkami Halfway Festival 2017 to i my podejmujemy temat: czy rzeczywiście muzykujące dziewczyny odbijają się od szklanego sufitu? Jakie przeszkody artystki napotykają na swojej drodze? Czy na horyzoncie widać zmiany? Zapraszamy do rozmowy, w której udział wezmą m.in. artystki Halfway Festival 2017.


Organizatorem Halfway Festival / W Połowie Drogi 2017 jest Opera i Filharmonia Podlaska

mat. organizatora


wtorek, 6 czerwca 2017

Najlepszy weekend w roku: Halfway Festival [edycja 2017]

mat. organizatora




Już po raz trzeci spędzę ostatni weekend czerwca w Białymstoku, gdzie odbędzie się szósta edycja najlepszego festiwalu w tym kraju, czyli Halfway Festival / W Połowie Drogi. W tym roku będzie to wyjątkowo ważna edycja...

Halfway to najbardziej kameralny festiwal muzyki alternatywnej w Polsce. Nie jest nastawiony na gigantyczną obecność w mediach, niezliczone tłumy uczestników i ogromne sceny. Całość odbywa się w niewielkim i niezwykle intymnym amfiteatrze Opery i Filharmonii Podlaskiej oraz okolicznych terenach zielonych. Jest przytulnie, spokojnie, blisko ludzi i blisko muzyki, tak zresztą brzmi hasło tego wydarzenia. I właśnie ta bliskość wyróżnia Halfway. Tu nie ma bramek, płotków, sektorów. Artystów można spotkać zarówno na terenie imprezy, jak i w mieście, scena ma wysokość niecałego metra i oddalona jest od widowni o jakiś kolejny metr. Każdego następnego dnia festiwalu ma się wrażenie, że zna się wszystkich wokół, a przyglądając się uważniej w tłumie można wyłowić muzyków, którzy już wystąpili albo dopiero czekają na swoją kolej. Jestem przekonany, że w tym roku również nic nie zmieni się w tej materii.

Odd Hugo, HF 2016

Zmieni się natomiast jedno: więcej kobiet w lineupie, gdyż w tym roku to one będą "headlinerami" (celowa pisownia, bowiem na HF nie występują headlinerzy w dosłownym rozumieniu tego słowa) szóstej edycji Halfway. Artystki przybędą do Polski z całego świata: psychodeliczna i tajemnicza Christine Owman ze Szwecji, łączący folk i elektronikę skład Shuma z Białorusi, surrealistyczna Cate Le Bon z Walii, awangardowa Juana Molina z Argentyny, rockowa songwriterka Torres oraz alternatywna Angel Olsen ze Stanów Zjednoczonych, indie folkowa Grúska Babúska z Islandii czy wykonująca "Eskimo folk / Inuk indie" Nive & The Deer Children z Grenlandii. Oczywiście w składzie tegorocznego Halfway nie zabraknie również panów: songwriterski Cass McCombs Band przybędzie ze Stanów Zjednoczonych, a alternatywni The Veils z Australii. Całość dopełni, tradycyjnie już, białostocki skład. W tym roku będzie to łączący muzykę alternatywną i rock progresywny Starsabout, otwierający szóstą edycję Halfway. Pewnym standardem jest też to, że wielu z występujących na festiwalu artystów gościć będzie w Polsce po raz pierwszy.

mat. organizatora

Co poza tym? Nowość, wynikająca co prawda głównie z tegorocznych trudności związanych z finansowaniem Halfway Festival z budżetu miasta, kiedy to Komisja Kultury i Promocji Miasta Rady Miasta Białystok uznała, że w ramach narodowej głupoty, tj. narodowej dobrej zmiany, HF nie uzyska wystarczających środków na organizację imprezy. Halfway Fanday to ukłon w stronę fanów, którzy pierwszego dnia wydarzenia będą mogli wziąć udział w wydarzeniach na Dużej Scenie opery. Tam właśnie wystąpią Starsabout, Christine Owman oraz Shuma, a ponadto odbędą się wernisaże dwóch wystaw. Zdjęcia Wojciecha Prażmowskiego dla jednego z czołowych kreatorów japońskiego świata mody – Mitsuhiro Matsudy oraz prace z cyklu Posters/Portraits autorstwa Andrzeja Wieteszki, ilustratora i grafika współpracującego z HF będzie można podziwiać w Operowej Galerii Fotografii oraz w przestrzeni Foyer Opery.

Wspominając o Halfway Festivalu nie wolno zapominać o wydarzeniach dodatkowych, takich jak niedzielny targ śniadaniowy czy joga, które są dodatkową okazją do wyciszenia się podczas tego pełnego Magii weekendu. Jak co roku Halfway zadba również o uciechy cielesne: oficjalnym partnerem festiwalu jest restauracja Horyzont oferująca festiwalowiczom 20% zniżki. Co ciekawe, tym razem oferta Halfwaya została wzbogacona również o specjalną kawę prosto z palarni La Kafo. Jako amator czarnego napoju z pewnością nabędę odpowiedni zapas, aby w czasie kilkunastu kolejnych miesięcy móc odpowiednio wspominać festiwal.

Giant Sand / HF 2016

A jak będzie tym razem? Chyba jeszcze bardziej eklektycznie, niż rok temu, kiedy na białostockiej scenie starły się dźwięki i osobowości z przeróżnych, pełnych kontrastu stron świata. Ubiegłoroczny Halfway wspominałem jako mniej songwriterski, mniej intymny, za to barwniejszy i bardziej mroczny zarazem, chłodny, tajemniczy i głośniejszy, tym razem wszystko wskazuje na to, iż można spodziewać się pewnego połączenia HF2015 i HF2016 i cieszę się na samą tę myśl. Tym bardziej, że na pewno nie zmieni się bodaj naistotniejsza rzecz, której inne festiwale mogą Halfwayowi tylko zazdrościć, a której nigdy nie osiągną: ta magiczna atmosfera, która towarzyszy od momentu przekroczenia wrót Opery i którą czuć w powietrzu długo po zakończeniu imprezy, jak gdyby wsiąkała w skórę na dobre...

Ilya / HF 2016

Aha, tym razem zaliczyłem odsłuch dyskografii wszystkich muzyków. Nie powiem, że jestem fanem każdego z artystów, ale liczę na to, że po koncertach zmienię zdanie. Panie i Panowie - odliczanie do festiwalu czas zacząć. Halfway Festival / W Połowie Drogi to impreza, na która można, ba! trzeba jechać w ciemno! Odetchnąć świeżym powietrzem, poznać piękny Białystok, wpuścić do głowy cudowną muzykę, poznać wspaniałych ludzi, odnaleźć tam... No właśnie... co takiego? Trzeba samemu przekonać się na miejscu!

Do zobaczenia 23 czerwca w połowie drogi! :)

PS. Na samym początku napisałem, że będzie to wyjątkowo ważna edycja. Cóż, jeśli narodowa głupota nadal będzie postępować, to za rok może już nie być Halfwaya albo zostanie "pocięty" jeszcze bardziej. Czy naprawdę jesteśmy narodem disco polo, darmowego piwska i kiełbasy? Zero wymagań? Brak podnoszenia sobie poprzeczki? Mamy pod nosem jeden z najpiękniejszych festiwali w Europie, przyjeżdżają tu artyści z całego świata, gwiazdy światowego formatu grają tu swoje pierwsze koncerty... Długo by wymieniać ile pożytku, edukacji, ale również i rozrywki  daje Halfway. Nie pozwólmy, by ten mały wielki festiwal, którego domeną jest kojąca intymność i bliskość, został stłamszony przez decydentów z nadania, którzy dopasowują swoje decyzje pod rechoczącą tłuszczę rodaków. Kupujcie bilety i kierunek: Białystok!


HALFWAY FESTIWAL 2017

Piątek:

18:30 - wernisaż wystawy Prażmowski-Matsuda i spotkanie z autorem oraz wystawa Posters/Portraits



Sobota:




Niedziela:

11:00 - targ śniadaniowy
12:00 - joga na trawie



sobota, 14 stycznia 2017

Brodaty rok 2016

Dziwny był ten 2016 rok. Z jednej strony więcej muzycznych przeżyć, masa poznanych ludzi, wiele koncertów, a z drugiej pewne zderzenie się z rzeczywistością, które nie zawsze okazało się być fajne... No ale może po mniej więcej po kolei, aby wymienić najważniejsze wydarzenia ostatnich 365 dni z hakiem.

Styczeń to przede wszystkim pierwszy olsztyński koncert Further Away oraz wywiad z Jakubem Bugałą. Ten wieczór mocno ukształtował cały rok: wydany w kwietniu debiutancki album pt. Post Love stał się moim (a z tego co wiem- nie tylko moim) życiowym soundtrackiem, kolejny koncert muzyka w Ostródzie tylko utwierdził mnie w przekonaniu, z jak niesamowitą osobą miałem do czynienia, a sam Further Away powrócił do Olsztyna pół roku później, tym razem z zespołem. Ogromną radość sprawił mi fakt, iż Brodata Muzyka objęła patronat medialny nad Post Love, będącym wg mnie jednym z najlepszych (i to z takiego ścisłego topu) albumem ubiegłego roku. Utrzymany w magicznym, filmowym i niezwykle przestrzennym klimacie trafia prosto w serce i pozostaje w nim na długo. Mam pewne plany odnośnie tej płyty, ale o tym w przyszłości, natomiast jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji odsłuchać Post Love - koniecznie musi nadrobić zaległości.
Początek roku przyniósł również recenzję debiutanckiego albumu grupy Henry David's Gun pt. Over the fence... and far away. Płyta ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a wakacyjny koncert Henry David's Gun w Giżycku oraz wywiad z muzykami potwierdziły kunszt i potencjał artystów. Pisałem o niej, że „życzę, by wszystkie polskie płyty były tak dobre jak ta” i podtrzymuję tę opinię. Aż dziw bierze, że tak znakomita płyta była nieobecna w rankingach i podsumowaniach muzycznych. Czy naprawdę jest tak źle z narodowym gustem?
Styczeń to również fenomenalny koncert Kazika i Kwartetu ProForma w warszawskiej Stodole, początek mojej muzycznej przygody ze stolicą (zakończonej dość szybko i niespodziewanie) oraz dość regularne wizyty w olsztyńskim Radiu UWM FM, gdzie opowiadałem o nieznanych artystach, koncertach i o tym, że można w życiu zrezygnować z wielu rzeczy, ale na pewno nie wolno zrezygnować ze swoich pasji.
 
Further Away w Arte Klubogaleria
Henry David's Gun - Over the fence... and far away.
Radio UWM FM

Luty, jak na najkrótszy miesiąc w roku przystało, upłynął bardzo szybko. Muzycznie rozpoczął się olsztyńskim koncertem Moriah Woods, dzięki której w środku zimy można było poczuć klimat Dzikiego Zachodu, a zakończył się elektronicznym wieczorem w Klubogalerii Arte, gdzie wystąpiły formacje TAS oraz RYSY. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, iż lokalni muzycy pobili na głowę ekipę z Warszawy. To także najlepszy Tłusty Czwartek w historii, przypomnienie wspaniałego filmu Once z Glenem Hansardem w roli głównej, a także niemożliwe wręcz perypetie związane z zakupem biletu na jego koncert. 
Właśnie w lutym zakiełkował w mojej głowie pomysł dotyczący letniej imprezy muzycznej, której poświęciłem ubiegły rok niemal w całości. Mowa oczywiście o największej na Warmii i Mazurach imprezie singer-songwriterskiej, czyli Slow Life Music Festival.
 
Once - soundtrack
Bilet na jeden z najlepszych koncertów w życiu
Moriah Woods w Sarmata Pub

Marzec nie mógł chyba rozpocząć się lepiej. Trzeciego dnia miesiąca w warszawskim Palladium wystąpił Glen Hansard, a po jego koncercie długo nie mogłem dojść do siebie. Około czterech godzin grania (wliczając support w wykonaniu Markety Irglovej), największe hity artysty, masa wspomnień, wzruszeń i radości, bis a capella wśród publiczności, setki koniczynek podczas This Gift, a ostatecznie długa rozmowa po koncercie i... kilka piosenek odśpiewanych wspólnie na ulicy w centrum mroźnej stolicy. Występ Glena zaliczam do Wielkiej Trójki najlepszych występów w moim  życiu i, cytując samego siebie, "na jego kolejny koncert jadę choćby na drugi koniec kraju"!
W tym miesiącu miałem również przyjemność zapoznać się z twórczością Sashy Boole'a, wspaniałego ukraińskiego songwritera, odpłynąć przy elektroniczno-nostalgicznych numerach Daniela Blooma, a także usłyszeć po raz pierwszy na żywo Patricka the Pan (moim zdaniem jednego z najlepszych polskich kompozytorów) i zamienić z nim kilka słów.
 
Glen Hansard w Palladium
Sasha Boole w Sarmata Pub
Daniel Bloom w Arte Klubogaleria
Patrick The Pan w Ostródzie
Further Away w Ostródzie

Kwiecień to nieudany wyjazd do Gdańska na koncert Króla i We Draw A, na szczęście szybko zrekompensowany wspaniałym olsztyńskim debiutem Smolika i Kev Foxa, który dosłownie roznieśli Klubogalerię Arte. To też kolejny występ duetu Rebeka, promującego swoje ostatnie wydawnictwo pt. Davos; album, którego słuchanie w wersji live jest samą przyjemnością. Oba duety zostały zapowiedziane w pierwszej puli artystów tworzących lineup trzeciej edycji Olsztyn Green Festival, wraz z Brodką, Melą Koteluk i zespołem Pustki. Po raz kolejny w stolicy Warmii i Mazur wystąpiła Julia Marcell, która zaprezentowała najnowszą płytę Proxy, a także samodzielnie zadebiutował u nas duet Oxford Drama, uznawany za jeden z najciekawszych projektów muzyków młodego pokolenia. Wymienione koncerty były dla mnie okazją do przetestowania nowego aparatu fotograficznego i z niektórych zdjęć jestem naprawdę dumny.
Pod sam koniec miesiąca organizatorzy Olsztyn Green Festival zdradzili kolejne szczegóły dotyczące lineupu imprezy: w sierpniu na plaży miejskiej mieli wystąpić Ania Dąbrowska, Kortez, Organek, Reni Jusis i Voo Voo. Ja zaś pokusiłem się o wrzucenie do sieci niewielkiego teasera, oznaczonego tajemniczo #SLMF. O planach stworzenia festiwalu wiedziało wówczas dosłownie kilka osób...

Smolik / Kev Fox w Arte Klubogaleria
Rebeka w Klubie Nowy Andergrant
Julia Marcell w CEIiKu
Oxford Drama w Arte Klubogaleria

Maj był dla mnie ważnym miesiącem głównie z powodu znajomości, która miała wpływ na resztę roku i nadal ma wpływ na moje życie. Zaczęło się niewinnie, od pierwszego olsztyńskiego koncertu Baascha, ponownie w Klubogalerii Arte. Artysta zrobił niesamowity show i widać było, że tutejsza publiczność z utęsknieniem czekała na tego typu występy. Co ciekawe, w pewnym momencie jedna z osób zarządzających klubem podeszła do mnie i powiedziała, że Baasch chciałby ze mną porozmawiać. Tym sposobem spędziłem z muzykami, Bartkiem i Robertem, parę godzin, poruszając chyba wszystkie możliwe tematy, a kończąc ten wieczór zajadając kebab z dwiema przesympatycznymi dziewczynami. Warto wspomnieć, że nasze drogi przecinały się jeszcze niejednokrotnie i daleko szukać nie trzeba: chociażby kilka dni później podczas olsztyńskich juwenaliów studenckich, czyli Kortowiady, niebędącej już tą imprezą, jaką była dla mnie kilka lat wcześniej. Cała reszta znajomości potoczyła się równie niespodziewanie, co gładko.
Maj to również oderwanie się od rzeczywistości i kilkudniowa beztroska nad morzem: z winem, muzyką, ciszą, świeżym powietrzem, rozmowami, milczeniem i odnajdywaniem wspólnych znajomych. Najlepsze BORZE ciało w życiu.
Ostatniego dnia miesiąca tajemnica została wyjawiona, powitaliśmy Facebook'owy profil Slow Life Music Festival, który był czymś więcej, niż tylko tablicą informacyjną o kolejnej imprezie. Był początkiem społeczności, zebrania w jednym miejscu osób, dla których festiwal nie był serią koncertów, a czymś, z czym mogli się utożsamiać, co mogli wspólnie budować i wokół czego mogli tworzyć inne inicjatywy.
Profil Slow Life Music Festival został usunięty z Facebooka dokładnie pół roku później...

Baasch w Arte Klubogaleria
Kasia Nosowska na Kortowiadzie
Rewal
Amfiteatr im. Czesława Niemena w Olsztynie

Niecałe pół roku po premierze tego albumu w końcu miałem okazję odsłuchać go na żywo, w dodatku w moim rodzinnym Giżycku, gdzie w czerwcu zaprezentował się Henry David's Gun z płytą Over the fence... and far away. Warto było przejechać 180 km, aby wziąć udział w tym koncercie, a przy okazji przeprowadzić wywiad z muzykami. To był też pierwszy wspólny wyjazd z W., który zapoczątkował dziesiątki wieczornych i nocnych eskapad samochodowych po Olsztynie i okolicy, a także podróże w odkrywaniu nieznanego.
W połowie miesiąca poznaliśmy cały lineup Slow Life Music Festivalu i rzeczywiście - było na czym oko zawiesić: mix uznanych i znanych artystów z tymi, którzy mieli już parę okazji zaprezentować się na żywo, a także z tymi niemal zupełnie nieznanymi. Fismoll, Leski, Patrick the Pan, Further Away, Kubaterra, BVRS, Moriah Woods, Oly., Sonia Pisze Piosenki, Blackberry Hill, Karlla. Wielu z nich miało wystąpić w Olsztynie po raz pierwszy. Do tego sama koncepcja imprezy: bez barierek, bez oddzielania się od publiczności, z mini występami na starówce, ze wspólnym spędzaniem czasu. Dla mnie zaczął się bardzo intensywny okres dotyczący przygotowania festiwalu. Było to na tyle zajmujące, że we własnym domu stałem się dosłownie gościem, praktycznie cały czas wolny spędzałem na promocji i domykaniu wszelkich niuansów imprezy, a niedobór snu ciągnie się za mną właściwie do dziś.
W końcu czerwiec to wyczekiwany przez cały rok Halfway Festival, najlepsze wydarzenie muzyczne w kraju, które idealnie zgrywa się z rozpoczęciem wakacji, stając się moją tradycją. Mimo, że dopiero dwukrotnie miałem okazję gościć w Białymstoku, to ta impreza i to miasto na stałe wpisały się w mój kalendarz i nie ma takiej mocy, która powstrzymałaby mnie przed wyjazdem na wschód kraju... Jak się później okazało - na podsumowanie festiwalu wszyscy czekaliśmy aż pół roku...


Henry David's Gun w Caffe Crema
Lineup Slow Life Music Festival
Odd Hugo - Halfway Festival
Giant Sand - Halfway Festival
Ane Brun - Halfway Festival
Wilco - Halfway Festival
Przed...
i po Halfway Festival


Chyba nie można było lepiej rozpocząć lipca. Koncert Sigur Rós na festiwalu Open'er, na który w końcu udało mi się wybrać. Nie był to tak dobry koncert, jak ten warszawski w 2013 roku, jednak nadal zdecydowanie lepszy od ogromnej większości występów innych artystów. Koleżanki, które widziały Sigurów na żywo po raz pierwszy, były wniebowzięte, a jednocześnie oszołomione rozmachem i dawką nieopisanych emocji.  Natomiast sama impreza nie oczarowała mnie jakoś specjalnie, potwierdziło się to, o czym wielokrotnie dyskutowałem ze znajomymi: spęd, pijaństwo (i nie tylko), kolorowa młodzież i wszechobecne smartfony. Jasne, lineup wielokrotnie ratuje sytuację, ale powoli łapię się na tym, że wolę klasyczne zespoły od nowości, toteż to, co zachwyca innych, na mnie nie robi wrażenia. Na chwilę obecną nie zamierzam odwiedzić Gdyni w 2017 roku, choć nie ukrywam, że chętnie posłuchałbym Radiohead na żywo.
Tydzień później nadszedł wielki dzień - rozpoczęła się pierwsza edycja imprezy poświęconej muzyce alternatywnej i songwriterskiej, czyli Slow Life Music Festival. Imprezy, której poświęciłem kilka długich miesięcy, imprezy, której organizacja nauczyła mnie cierpliwości, odporności na czynnik ludzki, a przy okazji rozwiała (choć nie zawsze) nadzieję, że są ludzie, którzy są w stanie zrobić coś bezinteresownie (choć nie wszyscy). Nadal uczę się wielu rzeczy, chociaż nie ukrywam, że na wiele z nich patrzę już zupełnie inaczej, niż na początku. A sam festiwal? Było wiele magicznych momentów, wzruszeń, spotkań, ale przede wszystkim były to dwa dni wspaniałej muzyki w wykonaniu artystów z najwyższej półki. Nie opisywałem go tu, bo dziwnie jest opisywać własną imprezę, natomiast kilka słów na ten temat popełniła autorka bloga Czeszki w świat. Gorąco zachęcam do lektury!
Kilka dni później nadszedł czas na zasłużony urlop, podczas którego praktycznie w ogóle nie wypocząłem, za to wspominam go jako jeden z najlepszych wyjazdów w życiu. Kilkudniowy trip samochodowy na trasie Wilno > Ryga > Tallin, przepiękne widoki, niesamowita różnorodność, wspaniały klimat i świetne towarzystwo - to wszystko wyznaczyło kolejne miesiące mojego życia, nieco odbierając z niego muzykę, a wypełniając je czymś zupełnie innym i wyznaczając w nim nowe szlaki.
W tym miesiącu spotkałem się również z jednym najbliższych mi artystów, czyli Williamem Fitzsimmonsem, który nieoczekiwanie zawitał do Polski. Pamiętam, jak planowałem wyjazd do któregoś europejskiego kraju, by zobaczyć koncert brodatego artysty, którego wrażliwość i szczerość ujęły mnie rok wcześniej podczas Halfway Festivalu, a pewnego dnia po prostu w sieci trafiłem na informację, że William pojawi się w Polsce. Ba! Tuż przed nim miał zaprezentować się nie kto inny, jak Fismoll! Dwóch wspaniałych muzyków jednego wieczoru? Takiej okazji nie mogłem odpuścić i nie zastanawiając się ani chwili wyruszyłem do Gdańska, przy okazji odświeżając znajomość z dziewczyną o imieniu Julia i w zasadzie przeżywając deja vu. Aha, aby podtrzymać tradycję, droga do Gdańska również nie obeszła się bez komplikacji, ale po tym, jak posłuchałem Fismolla solo, po tym, jak podczas koncertu Williama otworzył się dach Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego ukazując nam gwieździste niebo, po odśpiewanym bez mikrofonu i w absolutnej ciszy Beautiful Girl i po tekście "Hey Tom! Pamiętam Cię z ubiegłorocznego Halfway Festival! Co u Ciebie?" - żadne przygody po drodze oraz zmęczenie związane z podróżą nie miały najmniejszego znaczenia. Lipiec rozpoczął i zakończył się idealnie!

Sigur Rós - Open'er Festival
Sigur Rós - Open'er Festival
Sigur Rós - setlista
Slow Life Music Festival - koncert na scenie głównej
Slow Life Music Festival - występ plenerowy
Slow Life Music Festival - występy plenerowe
Slow Life Music Festival - pamiątki
Slow Life Music Festival - pamiątki
Wilno
Ryga
Tallin
Fismoll - Gdański Teatr Szekspirowski
William Fitzsimmons - Gdański Teatr Szekspirowski
 
Korzystając z wakacji w sierpniu oficjalnie rozpocząłem pracę w Miejskim Ośrodku Kultury w Olsztynie. Co to oznaczało? Środek sezonu artystycznego, impreza za imprezą, spędzanie dosłownie całych dni w szeroko rozumianej pracy, powroty do domu bardzo późnymi wieczorami i totalny brak czasu na wszystko - stąd praktycznie moja obecność jedynie na Facebooku i to też w mocno ograniczonej formie. Z jednej strony pełne zaangażowanie i satysfakcja, że jest się częścią czegoś wielkiego, czegoś nowego, w sumie czegoś, co chciało się robić od zawsze. Z drugiej strony, niestety, niemal całkowita utrata magii związanej z muzyką. Jeszcze niedawno spotkanie z artystą było czymś ekscytującym, przybicie z nim piątki czy zdobycie podpisu na setliście niesamowitym przeżyciem, o dłuższej rozmowie czy afterze nie wspominając. Teraz wyglądało to mniej więcej tak: tu gracie, tu jest akustyk, tu garderoba, a tam starówka. Nagle dzień spędzony z muzykami aż za bardzo uświadamiał, że są to "tylko" normalni ludzie, którzy nierzadko przyjechali po prostu do pracy. A może to ja za bardzo przykładałem wagę i doszukiwałem się jakiejś większej idei? Nie wiem. Za to wiem, że obecnie nie ma chyba takiego artysty, który wywołałby u mnie teraz takie emocje, jak wywołałby kiedyś. Niestety - jak jest się w pracy, to jest się w pracy. Bycie fanem niejako schodzi na drugi plan...
Oczywiście organizacja imprez i koncertów to również wiele wspaniałych chwil i przeżyć, wystarczy wspomnieć o pierwszym od wielu miesięcy polskim występie Tides From Nebula, koncercie Zbigniewa Wodeckiego z Mitch & Mitch Orchestra czy gigantów z SBB, którzy pojawili się w Olsztynie po... 40 latach nieobecności. To także pełna nerwów ale i nieoczekiwanego humoru organizacja Olsztyn Rap Festiwal, która jeszcze przed samą imprezą stała się w pewnych kręgach legendarna, a w innych kręgach dodała mi +50 punktów do bycia spoko ziomem :) Aha, z początkiem miesiąca zaliczyłem swój pierwszy wyjazd z olsztyńską kapelą stoner-rockową Traffic Junky. Niesamowity jest ten band, energia, która płynie ze sceny, wspaniałe granie gitarzysty, mięsisty bas oraz fenomenalna perkusja. Nie sądziłem, że kiedyś będę słuchał takiej muzyki, ale po każdym odsłuchu debiutanckiego krążka pt. Desert Carnivale nadal mi mało i nadrabiam na koncertach, które ciągle pozostawiają mi niedosyt. Potrzebowałem takiego mocnego grania i oto jest - Traffic Junky, zespół, na którego koncerty można iść w ciemno.
Sierpień to również udział w kolejnej edycji Olsztyn Green Festivalu, który przyciągnął nad Jezioro Ukiel gości z całej Polski. Bilety i karnety rozeszły się na długo przed wydarzeniem, zaś mi po raz kolejny przypadła rola fotografa. Nie wiem, czy właśnie dlatego odebrałem tę imprezę w ten, a nie inny sposób, natomiast po raz kolejny właściwie nie wczułem się w klimat koncertów i poza występem Ani Dąbrowskiej, Leskiego i Rebeki nie wziąłem udziału w żadnym z nich. Popstrykałem zdjęcia, pobiegałem między scenami, spędziłem czas ze znajomymi, trochę posłuchałem wykonawców, ale w kontekście samego festiwalu to już nie było to, co kiedyś. Czyżby znów efekt utraconej magii?
Koniec wakacji przyniósł również Love Message Festival, czyli plejadę gwiazd sceny eurodance z lat 90. Traktowany przeze mnie bardziej jako ciekawostka, niż faktyczne wydarzenie muzyczne, bo wszystko było utrzymane bardziej w klimacie gigantomanii zmieszanej, paradoksalnie, z zaściankową tandetą w stylu chorągiewek, baloników, kapelusików i zabawek rodem z nadmorskiego deptaka, ale gdyby ktoś w latach 90. powiedział mi, że kiedyś spotkam tych wszystkich artystów, o których czytałem w Bravo, Popcornie, czy oglądałem na VIVIE, że Dr Alban przybije mi piątkę, a DJ Bobo zatańczy o parę metrów ode mnie, to kazałbym mu puknąć się w głowę. A tu proszę, wystarczyło odczekać jedyne 25 lat :)
 
Miejski Ośrodek Kultury w Olsztynie
Traffic Junky - Barczewo
Tides From Nebula - Olsztyn
Zbigniew Wodecki i Mitch & Mitch Orchestra - Olsztyn
Olsztyn Rap Festiwal
Olsztyn Green Festival
Olsztyn Green Festival
Olsztyn Green Festival
Olsztyn Green Festival - Leski
Olsztyn Green Festival - Smolik / Kev Fox
Love Message Festival - Dr Alban
Love Message Festival - DJ Bobo


Po wakacjach, mimo że więcej pracy, to wszystko toczyło się jakoś spokojniej. A może wynikało to z faktu, że wychodziłem z domu rano i wracałem gdy było już ciemno? Właściwie to nawet nie zorientowałem się, kiedy minął wrzesień. Do ciekawszych wydarzeń należał wyjazd w godzinach wczesnoporannych do Słobit, gdzie w okolicach przepięknego, choć obecnie będącego w stanie ruiny, XVII-wiecznego pałacu, kręciliśmy z Traffic Junky video do tytułowego utworu promującego debiutancki krążek. Był to jeden z najweselszych wyjazdów w moim życiu. Mimo, iż była to trudna i żmudna praca, tak niesamowicie pogodna sobota spędzona na łonie natury, gdzie wokół żywej duszy, pozwoliła odprężyć się i załapać ostatnie chwile ciepłych, jesiennych dni. Koncertowo miesiąc zakończył się kolejnym występem Sashy Boole'a w Pubie Sarmata oraz przeprowadzoną przeze mnie krótką rozmową z artystą. Muzycznie zaś odnajdywałem się amerykańsko-polskich klimatach, a to za sprawą świetnej płyty Moriah Woods pt. The Road to Some Strange Forest, której to cząstka została zaprezentowana na żywo podczas lipcowego Slow Life Music Festival. Również wtedy usłyszałem materiał z drugiej płyty Kubaterry pt. If You Don't Mind It Doesn't Matter, a fizyczny nośnik z numerem 001 przywędrował do mnie pocztą jakiś czas później.
 
Albumy Traffic Junky i Moriah Woods
Kręcenie video do utworu Desert Carnivale zespołu Traffic Junky
Sasha Boole w Sarmata Pub

Kubaterra - If You Don't Mind It Doesn't Matter
 
W październiku żyłem premierą Desert Carnivale, tym bardziej, że zespół zdecydował zaprezentować płytę... akustycznie, a wiadomo, że takie granie jest mi najbliższe. Całkiem ciekawe posunięcie, biorąc pod uwagę ponad godzinę ciężkiego uderzenia zaprezentowana na albumie. A jednak! Olsztyński Carpenter Inn został wypełniony do ostatniego miejsca, publicznośc usłyszała nowe aranżacje starych i nowych numerów, klimatu nadawały porozstawiane wszędzie świeczki, a wisienką na torcie był - tradycyjny w Olsztynie - cover. Tym razem padło na Nutshell zespołu Alice in Chains i muszę przyznać, że przez chwilę poczułem się tak, jakbym przeniósł się do studia MTV z lat 90. i oglądał koncert unplugged. Piękny był to wieczór i piękne granie, które - mam nadzieję - zostanie kiedyś powtórzone.
Koniec miesiąca to inne, muzyczne wydarzenie - po raz pierwszy w Olsztynie zaprezentował się multiinstrumentalista Mateusz Franczak, na którego namiar podrzucił mi... Baasch. Pół roku wcześniej wspomniał mi o swoim utalentowanym koledze, który chętnie zagrałby koncert w Olsztynie. Kilka telefonów i proszę bardzo - w niezwykle kameralnych okolicznościach, z hipnotyzującą wizualizacją w tle, zgromadzeni w pubie Mech po prostu dali się ponieść leniwym dźwiękom i improwizacjom z płyty Long Story Short (wspaniałej!). Sam Mateusz okazał się przy tym niezwykle ciepłym i skromnym człowiekiem, takim, z którym spędzenie czasu to sama przyjemność.
 
Traffic Junky - premiera płyty Desert Carnivale
Long Story Short autorstwa Mateusza Franczaka
 
Jeszcze latem wymyśliłem, że nie ma co czekać do przyszłych wakacji i że Slow Life Music Festival powinien mieć swoją kameralną odsłonę. Tak też się stało: w niewielkiej, bo mieszczącej 100 osób sali 4 listopada odbył się pierwszy koncert z cyklu małego slow. Oczywistym było, że rozpoczniemy tę serię występem lokalnych artystów, wybór padł na The Olsten Brothers Band, grupę, która w lipcu zaprezentowała się na żywo po raz pierwszy właśnie na SLMF. Muzycy wystąpili wówczas na małej scenie i zachwycili publiczność, podobnie było teraz; wypełniona sala, ciekawa scenografia, przepiękne dźwięki będące mieszanką folku, country, indie i grania akustycznego. Tego dnia wydarzyło się również coś innego, co skomentowałem na Facebooku następująco: Są czasem takie dni, że chciałoby się napisać coś sensownego, parę słów komentarza, a nie da rady. Tak jest np. dziś, kiedy parę godzin temu wokalista zespołu otwierającego kameralną edycję Slow Life Music Festival dziękuje ci ze sceny za zaproszenie i za festiwal, a potem słyszysz swoją ulubioną piosenkę tego bandu. To ciężka praca: te koncerty i festiwale, wypala, ale jednocześnie daje niesamowitego powera i energię. A z drugiej strony masz wrażenie, że jeśli cały kameralny SLMF będzie wyglądał tak, jak pierwszy występ, to serce może nie wytrzymać. Było przytulnie, było nostalgicznie, było magicznie, były uśmiechnięte buzie i uśmiechnięte oczy, parę wzruszeń też było. Było też warto. Dla tych buzi, oczu i wzruszeń - zarywać dni, zarywać noce, załapać parę dodatkowych siwych włosów na głowie. Wejście w organizację imprez i koncertów przypłaciłem utratą pewnej magii. Na szczęście zastąpiłem ja magią innego rodzaju. To moje miejsce... A Wy śledźcie poczynania zespołu The Olsten Brothers Band. To, co zostawiają po sobie w sercach, jest nie do opisania. Dziękuję, Panowie. Do następnego! Dwa miesiące później, na samo wspomnienie tego wieczoru, przechodzą mnie dreszcze. Magiczne.
Kolejny koncert z cyklu SLMF zapowiedziany został pod koniec miesiąca, a w Sali Kameralnej Amfiteatru im. Czesława Niemena w Olsztynie zaprezentować miał się nie kto inny, jak Król.
 
Kameralny Slow Life Music Festival - The Olsten Brothers Band
 
Grudzień był chyba najspokojniejszym miesiącem w roku. Otwarty koncertowo przez wspomnianego wyżej Króla, na którego występ czekałem od ponad roku (co prawda zagrał latem na Olsztyn Green Festival, ale tego dnia technika totalnie pokpiła sprawę i trudno było nazwać to koncertem) i który zostawił słuchaczy z szeroko otwartymi ustami. Tydzień później wraz z Traffic Junky odwiedziliśmy rodzinne strony, czyli Mrągowo, grając w jednym z najfajniejszych miejsc, czyli w Pubie Ceglana. Idealne przyjęcie, świetna atmosfera i niezwykła publiczność dały ogromnego powera zespołowi, który odpowiednio podziękował widzom. To także był jeden z najweselszych wieczorów w mojej karierze, a to za sprawą dodatkowych gości, którzy wylądowali z nami w Mrągowie :)
Resztę miesiąca poświęciłem na podomykaniu różnych spraw, planowaniu przyszłego roku, w końcu udało mi się znaleźć czas na podsumowanie Halfway Festivalu, a okres okołosylwestrowy umilała mi zawartość paczki z USA. Tym sposobem, wraz z Jamesem Brownem, wszedłem w rok 2017...
 
Kameralny Slow Life Music Festival - Król
Traffic Junky w Mrągowie
Dave Matthews Band - Live Trax vol. 39 i vol. 40
 
Jaki był miniony rok? Dziwny, pełen niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Głównie za sprawą Slow Life Music Festival, który od momentu zimowego pomysłu stał się priorytetem i wyznaczył kierunek życia na przyszłe miesiące. Dzięki odwadze i trwaniu w przekonaniu o słuszności swojej idei poznałem wiele wspaniałych osób, których zapewne nie poznałbym nigdy: od artystów, przez pracowników instytucji, pubów i restauracji, po osoby, które przyciągnęła Brodata Muzyka, a potem i sam SLMF. Poznałem również mroczną stronę tej branży, wielokrotnie też zderzyłem się z czynnikiem ludzkim, krótkowzrocznością i głupotą, co kosztowało wiele nerwów i nierzadko przekładało się na moje relacje z innymi. Recepta na to okazuje się prosta: walczyć o swoje, póki jest taka możliwość - zrezygnować można w każdej chwili. I mimo, że nie jest to coś wybitnie odkrywczego, to wychodzę z założenia, że o sprawach oczywistych należy raz na jakiś czas przypominać. Sobie samemu również.
Po raz kolejny przypomniałem sobie, że jeśli czegoś bardzo się chce, to należy po prostu to robić, nie oglądając się na widzimisię innych. Tak było z moimi samotnymi wyjazdami na koncerty, tak było z lipcową wycieczką po krajach bałtyckich, tak będzie i w tym roku. Powiadają, że nie można oczekiwać innych rezultatów, jeśli ciągle postępuje się tak samo, ale w tym przypadku nie potrzebuję i nie oczekuję innych rezultatów. Po prostu robię swoje.
Rok 2016 to kilka utraconych starych i wiele zyskanych nowych znajomości. Po prostu czas zweryfikował pewne sytuacje i ludzi - trzeba iść dalej. Ogromnie cieszę się, że zdjęcia i nicki z Sieci w końcu zmieniły się w osoby, z którymi - dłużej czy krócej - miałem przyjemność porozmawiać. Dziękuję Wam wszystkim i pozdrawiam serdecznie!
Nie wiem, co przyniesie rok 2017. Nikt tego nie wie. Za to wiem, jaki mam plan i mimo, iż zakładałem, że będzie mniej związany z muzyką, to wszystko wskazuje na to, że dźwięki odegrają w nim ogromne znaczenie. Chciałbym też, by z nowym rokiem wróciły zapał, magia, zaangażowanie, a przede wszystkim czas na to wszystko. Jak będzie? Zobaczymy...

Tymczasem w ramach teasera - ostatnie słowa ostatniego utworu pierwszego albumu ubiegłego roku: it's time to hit the road...
Udanego 2017 roku!


PS. Wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego profilu na Instagramie. Więcej zdjęć można odnaleźć na FB - Brodata Muzyka.