Etykiety

brodatamuzyka Olsztyn koncert album muzyka wydarzenie koncerty Dave Matthews Band impreza płyta miasto wspomnienia Andergrant piosenka 10 pytań DMB Klub Amnezja Nowy Andergrant wydarzenia blog rock weekend Dave Matthews TBT broda recenzja sobota instagram odliczanie piosenki Halfway Festival płyty utwór alternative utwory Gdańsk Green Festival Klub OIOM Nextpop albumy festiwal folk podsumowanie setlista BOKKA Bydgoszcz CD Everyday Further Away Qźnia Rebeka Sarmata Pub We Draw A album od środka historia jazz opening set unboxing youtube Białystok Big Whiskey And The GrooGrux King Henry David's Gun Kamp! Kari Mikromusic Patrick the Pan Warszawa czwartek party przegląd studio wycieczka wywiad Daniel Bloom EP Fismoll Giżycko Glen Hansard Kari Amirian Leski Oly. Oxford Drama Steve Lillywhite The Cinematic Orchestra The Lillywhite Sessions Tim Reynolds Ukiel funk singer songwriter soundcloud Ania Dąbrowska Arte Baasch Berlin Bracia Soprano Brennnessel Busted Stuff DFP DJ Dimitri From Paris Glen Ballard Kortez Kubaterra Kętrzyn Lao Che Leroi Moore Life on Stage Magia Milky Wishlake Moose The Tramp Ostróda Pan Trup Pink Floyd Polska Sasha Boole Sigur Ros Smolik Spare Bricks The Dumplings Tides From Nebula ambient amfiteatr blues chillout disco electro indie nu-jazz pop punk rocznica slow life music festival synthpop 150 18 Steps 2005 2015 2016 Amsterdam Anita Lipnicka AppleMint Art of Illusion At Glade Aurelia Luśnia Australia Austria Away From The World B90 BOHURT Before These Crowded Streets Bezsensu Blaze Bayley Borówka Box of Feathers CeZik Christopher McCandless Corruption Crash Curly Heads Dawid Podsiadło Depeche Mode Dublin Eddie Vedder Elbląg Enej Ergo Arena Etna Kontrabande Ewa Eyewash Fade Out Fink Fisz Emade Francja Fryderyki GEDZ Gosia Dryjańska Hitano Holandia Home Ibiza Indonezja Into the Wild Irlandia Islandia Izrael Jakub Bugała Jarre Jean Michel Jarre Jeff Coffin Jonasz i Kevin Julia Marcell Julia Vikman Band Justin Timberlake Justyna Święs Karlla Kev Fox King Klub Parlament Koffin Kats Kolonia Kortowiada Kortowo Kozak System Kraków Krzta Krzysztof Zalewski Kuba Dobrowolski Kuba Karaś Labai Laura Palmer Cover Story Lighthouse Little White Lies Live Trax Low Roar Lublin Ma Fleur Madonna Makowiecki Marcin Mrówka Maria Peszek Mariusz Antas Markéta Irglová Mary Komasa Mateusz Fanczak Mazury Mesajah Messa Michał Głos Mick Jagger Moizm Moriah Woods My Different Side Naju Natalia Przybysz Negură Bunget Niemcy Nirvana Northern Plague Nowa Lubelska Muzyka Nu-Nation OGF OLA Obscure Sphinx Olafur Arnalds Olsztyńskie Lato Artystyczne Once Original Boardwalk Style Ost Front Ostrów Wielkopolski PJ20 Panzer Park Sowińskiego Paryż Paul McCartney Pearl Jam Peter J. Birch Phish Po Godzinach Portugalia Przestrzeń Wolności Ptak Rafał Gorzycki Trio Rashawn Ross Rasmentalism Remedium Revolver Rock Cafe Riverside Robert Amirian Robert Kasprzycki Rolling Rysy SOM BRASIL SOR Samograj Sean Penn Sharon Van Etten The Antlers She Keeps Bees Sister Wood Skubas Solidarność Stand Up Stephen Harris Sticky Fingers Stones Sublim Summerends Sztokholm Szwecja TAU TCO TEDE TFN Taco Hemingway Tatarak Music Festival The Beatles The Doctors The Prodigy The Swell Season The Winds Tom Morello Tomasz Stańko Trey Anastasio Trey Anastasio Band U2 Voo Voo Warmia Wicled Heads Wiedeń William Fitzsimmons Wounds and Bruises XXANAXX Zielona Góra Zoe bandcamp bilety bogowie boiler room britpop chill czerwiec downtempo facebook film fusion impreza miasto jam kawa klawisze klubogaleria król lato lounge mechanicy shanty mixtape moments nic pasja playlista plaża miejska początek podróże postrock powstanie warszawskie psychodelia rok shanty sierpień singiel soundtrack stocznia suplement szanty triphop urodziny wszystko wyjazdy Łydka Grubasa

sobota, 14 stycznia 2017

Brodaty rok 2016

Dziwny był ten 2016 rok. Z jednej strony więcej muzycznych przeżyć, masa poznanych ludzi, wiele koncertów, a z drugiej pewne zderzenie się z rzeczywistością, które nie zawsze okazało się być fajne... No ale może po mniej więcej po kolei, aby wymienić najważniejsze wydarzenia ostatnich 365 dni z hakiem.

Styczeń to przede wszystkim pierwszy olsztyński koncert Further Away oraz wywiad z Jakubem Bugałą. Ten wieczór mocno ukształtował cały rok: wydany w kwietniu debiutancki album pt. Post Love stał się moim (a z tego co wiem- nie tylko moim) życiowym soundtrackiem, kolejny koncert muzyka w Ostródzie tylko utwierdził mnie w przekonaniu, z jak niesamowitą osobą miałem do czynienia, a sam Further Away powrócił do Olsztyna pół roku później, tym razem z zespołem. Ogromną radość sprawił mi fakt, iż Brodata Muzyka objęła patronat medialny nad Post Love, będącym wg mnie jednym z najlepszych (i to z takiego ścisłego topu) albumem ubiegłego roku. Utrzymany w magicznym, filmowym i niezwykle przestrzennym klimacie trafia prosto w serce i pozostaje w nim na długo. Mam pewne plany odnośnie tej płyty, ale o tym w przyszłości, natomiast jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji odsłuchać Post Love - koniecznie musi nadrobić zaległości.
Początek roku przyniósł również recenzję debiutanckiego albumu grupy Henry David's Gun pt. Over the fence... and far away. Płyta ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a wakacyjny koncert Henry David's Gun w Giżycku oraz wywiad z muzykami potwierdziły kunszt i potencjał artystów. Pisałem o niej, że „życzę, by wszystkie polskie płyty były tak dobre jak ta” i podtrzymuję tę opinię. Aż dziw bierze, że tak znakomita płyta była nieobecna w rankingach i podsumowaniach muzycznych. Czy naprawdę jest tak źle z narodowym gustem?
Styczeń to również fenomenalny koncert Kazika i Kwartetu ProForma w warszawskiej Stodole, początek mojej muzycznej przygody ze stolicą (zakończonej dość szybko i niespodziewanie) oraz dość regularne wizyty w olsztyńskim Radiu UWM FM, gdzie opowiadałem o nieznanych artystach, koncertach i o tym, że można w życiu zrezygnować z wielu rzeczy, ale na pewno nie wolno zrezygnować ze swoich pasji.
 
Further Away w Arte Klubogaleria
Henry David's Gun - Over the fence... and far away.
Radio UWM FM

Luty, jak na najkrótszy miesiąc w roku przystało, upłynął bardzo szybko. Muzycznie rozpoczął się olsztyńskim koncertem Moriah Woods, dzięki której w środku zimy można było poczuć klimat Dzikiego Zachodu, a zakończył się elektronicznym wieczorem w Klubogalerii Arte, gdzie wystąpiły formacje TAS oraz RYSY. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, iż lokalni muzycy pobili na głowę ekipę z Warszawy. To także najlepszy Tłusty Czwartek w historii, przypomnienie wspaniałego filmu Once z Glenem Hansardem w roli głównej, a także niemożliwe wręcz perypetie związane z zakupem biletu na jego koncert. 
Właśnie w lutym zakiełkował w mojej głowie pomysł dotyczący letniej imprezy muzycznej, której poświęciłem ubiegły rok niemal w całości. Mowa oczywiście o największej na Warmii i Mazurach imprezie singer-songwriterskiej, czyli Slow Life Music Festival.
 
Once - soundtrack
Bilet na jeden z najlepszych koncertów w życiu
Moriah Woods w Sarmata Pub

Marzec nie mógł chyba rozpocząć się lepiej. Trzeciego dnia miesiąca w warszawskim Palladium wystąpił Glen Hansard, a po jego koncercie długo nie mogłem dojść do siebie. Około czterech godzin grania (wliczając support w wykonaniu Markety Irglovej), największe hity artysty, masa wspomnień, wzruszeń i radości, bis a capella wśród publiczności, setki koniczynek podczas This Gift, a ostatecznie długa rozmowa po koncercie i... kilka piosenek odśpiewanych wspólnie na ulicy w centrum mroźnej stolicy. Występ Glena zaliczam do Wielkiej Trójki najlepszych występów w moim  życiu i, cytując samego siebie, "na jego kolejny koncert jadę choćby na drugi koniec kraju"!
W tym miesiącu miałem również przyjemność zapoznać się z twórczością Sashy Boole'a, wspaniałego ukraińskiego songwritera, odpłynąć przy elektroniczno-nostalgicznych numerach Daniela Blooma, a także usłyszeć po raz pierwszy na żywo Patricka the Pan (moim zdaniem jednego z najlepszych polskich kompozytorów) i zamienić z nim kilka słów.
 
Glen Hansard w Palladium
Sasha Boole w Sarmata Pub
Daniel Bloom w Arte Klubogaleria
Patrick The Pan w Ostródzie
Further Away w Ostródzie

Kwiecień to nieudany wyjazd do Gdańska na koncert Króla i We Draw A, na szczęście szybko zrekompensowany wspaniałym olsztyńskim debiutem Smolika i Kev Foxa, który dosłownie roznieśli Klubogalerię Arte. To też kolejny występ duetu Rebeka, promującego swoje ostatnie wydawnictwo pt. Davos; album, którego słuchanie w wersji live jest samą przyjemnością. Oba duety zostały zapowiedziane w pierwszej puli artystów tworzących lineup trzeciej edycji Olsztyn Green Festival, wraz z Brodką, Melą Koteluk i zespołem Pustki. Po raz kolejny w stolicy Warmii i Mazur wystąpiła Julia Marcell, która zaprezentowała najnowszą płytę Proxy, a także samodzielnie zadebiutował u nas duet Oxford Drama, uznawany za jeden z najciekawszych projektów muzyków młodego pokolenia. Wymienione koncerty były dla mnie okazją do przetestowania nowego aparatu fotograficznego i z niektórych zdjęć jestem naprawdę dumny.
Pod sam koniec miesiąca organizatorzy Olsztyn Green Festival zdradzili kolejne szczegóły dotyczące lineupu imprezy: w sierpniu na plaży miejskiej mieli wystąpić Ania Dąbrowska, Kortez, Organek, Reni Jusis i Voo Voo. Ja zaś pokusiłem się o wrzucenie do sieci niewielkiego teasera, oznaczonego tajemniczo #SLMF. O planach stworzenia festiwalu wiedziało wówczas dosłownie kilka osób...

Smolik / Kev Fox w Arte Klubogaleria
Rebeka w Klubie Nowy Andergrant
Julia Marcell w CEIiKu
Oxford Drama w Arte Klubogaleria

Maj był dla mnie ważnym miesiącem głównie z powodu znajomości, która miała wpływ na resztę roku i nadal ma wpływ na moje życie. Zaczęło się niewinnie, od pierwszego olsztyńskiego koncertu Baascha, ponownie w Klubogalerii Arte. Artysta zrobił niesamowity show i widać było, że tutejsza publiczność z utęsknieniem czekała na tego typu występy. Co ciekawe, w pewnym momencie jedna z osób zarządzających klubem podeszła do mnie i powiedziała, że Baasch chciałby ze mną porozmawiać. Tym sposobem spędziłem z muzykami, Bartkiem i Robertem, parę godzin, poruszając chyba wszystkie możliwe tematy, a kończąc ten wieczór zajadając kebab z dwiema przesympatycznymi dziewczynami. Warto wspomnieć, że nasze drogi przecinały się jeszcze niejednokrotnie i daleko szukać nie trzeba: chociażby kilka dni później podczas olsztyńskich juwenaliów studenckich, czyli Kortowiady, niebędącej już tą imprezą, jaką była dla mnie kilka lat wcześniej. Cała reszta znajomości potoczyła się równie niespodziewanie, co gładko.
Maj to również oderwanie się od rzeczywistości i kilkudniowa beztroska nad morzem: z winem, muzyką, ciszą, świeżym powietrzem, rozmowami, milczeniem i odnajdywaniem wspólnych znajomych. Najlepsze BORZE ciało w życiu.
Ostatniego dnia miesiąca tajemnica została wyjawiona, powitaliśmy Facebook'owy profil Slow Life Music Festival, który był czymś więcej, niż tylko tablicą informacyjną o kolejnej imprezie. Był początkiem społeczności, zebrania w jednym miejscu osób, dla których festiwal nie był serią koncertów, a czymś, z czym mogli się utożsamiać, co mogli wspólnie budować i wokół czego mogli tworzyć inne inicjatywy.
Profil Slow Life Music Festival został usunięty z Facebooka dokładnie pół roku później...

Baasch w Arte Klubogaleria
Kasia Nosowska na Kortowiadzie
Rewal
Amfiteatr im. Czesława Niemena w Olsztynie

Niecałe pół roku po premierze tego albumu w końcu miałem okazję odsłuchać go na żywo, w dodatku w moim rodzinnym Giżycku, gdzie w czerwcu zaprezentował się Henry David's Gun z płytą Over the fence... and far away. Warto było przejechać 180 km, aby wziąć udział w tym koncercie, a przy okazji przeprowadzić wywiad z muzykami. To był też pierwszy wspólny wyjazd z W., który zapoczątkował dziesiątki wieczornych i nocnych eskapad samochodowych po Olsztynie i okolicy, a także podróże w odkrywaniu nieznanego.
W połowie miesiąca poznaliśmy cały lineup Slow Life Music Festivalu i rzeczywiście - było na czym oko zawiesić: mix uznanych i znanych artystów z tymi, którzy mieli już parę okazji zaprezentować się na żywo, a także z tymi niemal zupełnie nieznanymi. Fismoll, Leski, Patrick the Pan, Further Away, Kubaterra, BVRS, Moriah Woods, Oly., Sonia Pisze Piosenki, Blackberry Hill, Karlla. Wielu z nich miało wystąpić w Olsztynie po raz pierwszy. Do tego sama koncepcja imprezy: bez barierek, bez oddzielania się od publiczności, z mini występami na starówce, ze wspólnym spędzaniem czasu. Dla mnie zaczął się bardzo intensywny okres dotyczący przygotowania festiwalu. Było to na tyle zajmujące, że we własnym domu stałem się dosłownie gościem, praktycznie cały czas wolny spędzałem na promocji i domykaniu wszelkich niuansów imprezy, a niedobór snu ciągnie się za mną właściwie do dziś.
W końcu czerwiec to wyczekiwany przez cały rok Halfway Festival, najlepsze wydarzenie muzyczne w kraju, które idealnie zgrywa się z rozpoczęciem wakacji, stając się moją tradycją. Mimo, że dopiero dwukrotnie miałem okazję gościć w Białymstoku, to ta impreza i to miasto na stałe wpisały się w mój kalendarz i nie ma takiej mocy, która powstrzymałaby mnie przed wyjazdem na wschód kraju... Jak się później okazało - na podsumowanie festiwalu wszyscy czekaliśmy aż pół roku...


Henry David's Gun w Caffe Crema
Lineup Slow Life Music Festival
Odd Hugo - Halfway Festival
Giant Sand - Halfway Festival
Ane Brun - Halfway Festival
Wilco - Halfway Festival
Przed...
i po Halfway Festival


Chyba nie można było lepiej rozpocząć lipca. Koncert Sigur Rós na festiwalu Open'er, na który w końcu udało mi się wybrać. Nie był to tak dobry koncert, jak ten warszawski w 2013 roku, jednak nadal zdecydowanie lepszy od ogromnej większości występów innych artystów. Koleżanki, które widziały Sigurów na żywo po raz pierwszy, były wniebowzięte, a jednocześnie oszołomione rozmachem i dawką nieopisanych emocji.  Natomiast sama impreza nie oczarowała mnie jakoś specjalnie, potwierdziło się to, o czym wielokrotnie dyskutowałem ze znajomymi: spęd, pijaństwo (i nie tylko), kolorowa młodzież i wszechobecne smartfony. Jasne, lineup wielokrotnie ratuje sytuację, ale powoli łapię się na tym, że wolę klasyczne zespoły od nowości, toteż to, co zachwyca innych, na mnie nie robi wrażenia. Na chwilę obecną nie zamierzam odwiedzić Gdyni w 2017 roku, choć nie ukrywam, że chętnie posłuchałbym Radiohead na żywo.
Tydzień później nadszedł wielki dzień - rozpoczęła się pierwsza edycja imprezy poświęconej muzyce alternatywnej i songwriterskiej, czyli Slow Life Music Festival. Imprezy, której poświęciłem kilka długich miesięcy, imprezy, której organizacja nauczyła mnie cierpliwości, odporności na czynnik ludzki, a przy okazji rozwiała (choć nie zawsze) nadzieję, że są ludzie, którzy są w stanie zrobić coś bezinteresownie (choć nie wszyscy). Nadal uczę się wielu rzeczy, chociaż nie ukrywam, że na wiele z nich patrzę już zupełnie inaczej, niż na początku. A sam festiwal? Było wiele magicznych momentów, wzruszeń, spotkań, ale przede wszystkim były to dwa dni wspaniałej muzyki w wykonaniu artystów z najwyższej półki. Nie opisywałem go tu, bo dziwnie jest opisywać własną imprezę, natomiast kilka słów na ten temat popełniła autorka bloga Czeszki w świat. Gorąco zachęcam do lektury!
Kilka dni później nadszedł czas na zasłużony urlop, podczas którego praktycznie w ogóle nie wypocząłem, za to wspominam go jako jeden z najlepszych wyjazdów w życiu. Kilkudniowy trip samochodowy na trasie Wilno > Ryga > Tallin, przepiękne widoki, niesamowita różnorodność, wspaniały klimat i świetne towarzystwo - to wszystko wyznaczyło kolejne miesiące mojego życia, nieco odbierając z niego muzykę, a wypełniając je czymś zupełnie innym i wyznaczając w nim nowe szlaki.
W tym miesiącu spotkałem się również z jednym najbliższych mi artystów, czyli Williamem Fitzsimmonsem, który nieoczekiwanie zawitał do Polski. Pamiętam, jak planowałem wyjazd do któregoś europejskiego kraju, by zobaczyć koncert brodatego artysty, którego wrażliwość i szczerość ujęły mnie rok wcześniej podczas Halfway Festivalu, a pewnego dnia po prostu w sieci trafiłem na informację, że William pojawi się w Polsce. Ba! Tuż przed nim miał zaprezentować się nie kto inny, jak Fismoll! Dwóch wspaniałych muzyków jednego wieczoru? Takiej okazji nie mogłem odpuścić i nie zastanawiając się ani chwili wyruszyłem do Gdańska, przy okazji odświeżając znajomość z dziewczyną o imieniu Julia i w zasadzie przeżywając deja vu. Aha, aby podtrzymać tradycję, droga do Gdańska również nie obeszła się bez komplikacji, ale po tym, jak posłuchałem Fismolla solo, po tym, jak podczas koncertu Williama otworzył się dach Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego ukazując nam gwieździste niebo, po odśpiewanym bez mikrofonu i w absolutnej ciszy Beautiful Girl i po tekście "Hey Tom! Pamiętam Cię z ubiegłorocznego Halfway Festival! Co u Ciebie?" - żadne przygody po drodze oraz zmęczenie związane z podróżą nie miały najmniejszego znaczenia. Lipiec rozpoczął i zakończył się idealnie!

Sigur Rós - Open'er Festival
Sigur Rós - Open'er Festival
Sigur Rós - setlista
Slow Life Music Festival - koncert na scenie głównej
Slow Life Music Festival - występ plenerowy
Slow Life Music Festival - występy plenerowe
Slow Life Music Festival - pamiątki
Slow Life Music Festival - pamiątki
Wilno
Ryga
Tallin
Fismoll - Gdański Teatr Szekspirowski
William Fitzsimmons - Gdański Teatr Szekspirowski
 
Korzystając z wakacji w sierpniu oficjalnie rozpocząłem pracę w Miejskim Ośrodku Kultury w Olsztynie. Co to oznaczało? Środek sezonu artystycznego, impreza za imprezą, spędzanie dosłownie całych dni w szeroko rozumianej pracy, powroty do domu bardzo późnymi wieczorami i totalny brak czasu na wszystko - stąd praktycznie moja obecność jedynie na Facebooku i to też w mocno ograniczonej formie. Z jednej strony pełne zaangażowanie i satysfakcja, że jest się częścią czegoś wielkiego, czegoś nowego, w sumie czegoś, co chciało się robić od zawsze. Z drugiej strony, niestety, niemal całkowita utrata magii związanej z muzyką. Jeszcze niedawno spotkanie z artystą było czymś ekscytującym, przybicie z nim piątki czy zdobycie podpisu na setliście niesamowitym przeżyciem, o dłuższej rozmowie czy afterze nie wspominając. Teraz wyglądało to mniej więcej tak: tu gracie, tu jest akustyk, tu garderoba, a tam starówka. Nagle dzień spędzony z muzykami aż za bardzo uświadamiał, że są to "tylko" normalni ludzie, którzy nierzadko przyjechali po prostu do pracy. A może to ja za bardzo przykładałem wagę i doszukiwałem się jakiejś większej idei? Nie wiem. Za to wiem, że obecnie nie ma chyba takiego artysty, który wywołałby u mnie teraz takie emocje, jak wywołałby kiedyś. Niestety - jak jest się w pracy, to jest się w pracy. Bycie fanem niejako schodzi na drugi plan...
Oczywiście organizacja imprez i koncertów to również wiele wspaniałych chwil i przeżyć, wystarczy wspomnieć o pierwszym od wielu miesięcy polskim występie Tides From Nebula, koncercie Zbigniewa Wodeckiego z Mitch & Mitch Orchestra czy gigantów z SBB, którzy pojawili się w Olsztynie po... 40 latach nieobecności. To także pełna nerwów ale i nieoczekiwanego humoru organizacja Olsztyn Rap Festiwal, która jeszcze przed samą imprezą stała się w pewnych kręgach legendarna, a w innych kręgach dodała mi +50 punktów do bycia spoko ziomem :) Aha, z początkiem miesiąca zaliczyłem swój pierwszy wyjazd z olsztyńską kapelą stoner-rockową Traffic Junky. Niesamowity jest ten band, energia, która płynie ze sceny, wspaniałe granie gitarzysty, mięsisty bas oraz fenomenalna perkusja. Nie sądziłem, że kiedyś będę słuchał takiej muzyki, ale po każdym odsłuchu debiutanckiego krążka pt. Desert Carnivale nadal mi mało i nadrabiam na koncertach, które ciągle pozostawiają mi niedosyt. Potrzebowałem takiego mocnego grania i oto jest - Traffic Junky, zespół, na którego koncerty można iść w ciemno.
Sierpień to również udział w kolejnej edycji Olsztyn Green Festivalu, który przyciągnął nad Jezioro Ukiel gości z całej Polski. Bilety i karnety rozeszły się na długo przed wydarzeniem, zaś mi po raz kolejny przypadła rola fotografa. Nie wiem, czy właśnie dlatego odebrałem tę imprezę w ten, a nie inny sposób, natomiast po raz kolejny właściwie nie wczułem się w klimat koncertów i poza występem Ani Dąbrowskiej, Leskiego i Rebeki nie wziąłem udziału w żadnym z nich. Popstrykałem zdjęcia, pobiegałem między scenami, spędziłem czas ze znajomymi, trochę posłuchałem wykonawców, ale w kontekście samego festiwalu to już nie było to, co kiedyś. Czyżby znów efekt utraconej magii?
Koniec wakacji przyniósł również Love Message Festival, czyli plejadę gwiazd sceny eurodance z lat 90. Traktowany przeze mnie bardziej jako ciekawostka, niż faktyczne wydarzenie muzyczne, bo wszystko było utrzymane bardziej w klimacie gigantomanii zmieszanej, paradoksalnie, z zaściankową tandetą w stylu chorągiewek, baloników, kapelusików i zabawek rodem z nadmorskiego deptaka, ale gdyby ktoś w latach 90. powiedział mi, że kiedyś spotkam tych wszystkich artystów, o których czytałem w Bravo, Popcornie, czy oglądałem na VIVIE, że Dr Alban przybije mi piątkę, a DJ Bobo zatańczy o parę metrów ode mnie, to kazałbym mu puknąć się w głowę. A tu proszę, wystarczyło odczekać jedyne 25 lat :)
 
Miejski Ośrodek Kultury w Olsztynie
Traffic Junky - Barczewo
Tides From Nebula - Olsztyn
Zbigniew Wodecki i Mitch & Mitch Orchestra - Olsztyn
Olsztyn Rap Festiwal
Olsztyn Green Festival
Olsztyn Green Festival
Olsztyn Green Festival
Olsztyn Green Festival - Leski
Olsztyn Green Festival - Smolik / Kev Fox
Love Message Festival - Dr Alban
Love Message Festival - DJ Bobo


Po wakacjach, mimo że więcej pracy, to wszystko toczyło się jakoś spokojniej. A może wynikało to z faktu, że wychodziłem z domu rano i wracałem gdy było już ciemno? Właściwie to nawet nie zorientowałem się, kiedy minął wrzesień. Do ciekawszych wydarzeń należał wyjazd w godzinach wczesnoporannych do Słobit, gdzie w okolicach przepięknego, choć obecnie będącego w stanie ruiny, XVII-wiecznego pałacu, kręciliśmy z Traffic Junky video do tytułowego utworu promującego debiutancki krążek. Był to jeden z najweselszych wyjazdów w moim życiu. Mimo, iż była to trudna i żmudna praca, tak niesamowicie pogodna sobota spędzona na łonie natury, gdzie wokół żywej duszy, pozwoliła odprężyć się i załapać ostatnie chwile ciepłych, jesiennych dni. Koncertowo miesiąc zakończył się kolejnym występem Sashy Boole'a w Pubie Sarmata oraz przeprowadzoną przeze mnie krótką rozmową z artystą. Muzycznie zaś odnajdywałem się amerykańsko-polskich klimatach, a to za sprawą świetnej płyty Moriah Woods pt. The Road to Some Strange Forest, której to cząstka została zaprezentowana na żywo podczas lipcowego Slow Life Music Festival. Również wtedy usłyszałem materiał z drugiej płyty Kubaterry pt. If You Don't Mind It Doesn't Matter, a fizyczny nośnik z numerem 001 przywędrował do mnie pocztą jakiś czas później.
 
Albumy Traffic Junky i Moriah Woods
Kręcenie video do utworu Desert Carnivale zespołu Traffic Junky
Sasha Boole w Sarmata Pub

Kubaterra - If You Don't Mind It Doesn't Matter
 
W październiku żyłem premierą Desert Carnivale, tym bardziej, że zespół zdecydował zaprezentować płytę... akustycznie, a wiadomo, że takie granie jest mi najbliższe. Całkiem ciekawe posunięcie, biorąc pod uwagę ponad godzinę ciężkiego uderzenia zaprezentowana na albumie. A jednak! Olsztyński Carpenter Inn został wypełniony do ostatniego miejsca, publicznośc usłyszała nowe aranżacje starych i nowych numerów, klimatu nadawały porozstawiane wszędzie świeczki, a wisienką na torcie był - tradycyjny w Olsztynie - cover. Tym razem padło na Nutshell zespołu Alice in Chains i muszę przyznać, że przez chwilę poczułem się tak, jakbym przeniósł się do studia MTV z lat 90. i oglądał koncert unplugged. Piękny był to wieczór i piękne granie, które - mam nadzieję - zostanie kiedyś powtórzone.
Koniec miesiąca to inne, muzyczne wydarzenie - po raz pierwszy w Olsztynie zaprezentował się multiinstrumentalista Mateusz Franczak, na którego namiar podrzucił mi... Baasch. Pół roku wcześniej wspomniał mi o swoim utalentowanym koledze, który chętnie zagrałby koncert w Olsztynie. Kilka telefonów i proszę bardzo - w niezwykle kameralnych okolicznościach, z hipnotyzującą wizualizacją w tle, zgromadzeni w pubie Mech po prostu dali się ponieść leniwym dźwiękom i improwizacjom z płyty Long Story Short (wspaniałej!). Sam Mateusz okazał się przy tym niezwykle ciepłym i skromnym człowiekiem, takim, z którym spędzenie czasu to sama przyjemność.
 
Traffic Junky - premiera płyty Desert Carnivale
Long Story Short autorstwa Mateusza Franczaka
 
Jeszcze latem wymyśliłem, że nie ma co czekać do przyszłych wakacji i że Slow Life Music Festival powinien mieć swoją kameralną odsłonę. Tak też się stało: w niewielkiej, bo mieszczącej 100 osób sali 4 listopada odbył się pierwszy koncert z cyklu małego slow. Oczywistym było, że rozpoczniemy tę serię występem lokalnych artystów, wybór padł na The Olsten Brothers Band, grupę, która w lipcu zaprezentowała się na żywo po raz pierwszy właśnie na SLMF. Muzycy wystąpili wówczas na małej scenie i zachwycili publiczność, podobnie było teraz; wypełniona sala, ciekawa scenografia, przepiękne dźwięki będące mieszanką folku, country, indie i grania akustycznego. Tego dnia wydarzyło się również coś innego, co skomentowałem na Facebooku następująco: Są czasem takie dni, że chciałoby się napisać coś sensownego, parę słów komentarza, a nie da rady. Tak jest np. dziś, kiedy parę godzin temu wokalista zespołu otwierającego kameralną edycję Slow Life Music Festival dziękuje ci ze sceny za zaproszenie i za festiwal, a potem słyszysz swoją ulubioną piosenkę tego bandu. To ciężka praca: te koncerty i festiwale, wypala, ale jednocześnie daje niesamowitego powera i energię. A z drugiej strony masz wrażenie, że jeśli cały kameralny SLMF będzie wyglądał tak, jak pierwszy występ, to serce może nie wytrzymać. Było przytulnie, było nostalgicznie, było magicznie, były uśmiechnięte buzie i uśmiechnięte oczy, parę wzruszeń też było. Było też warto. Dla tych buzi, oczu i wzruszeń - zarywać dni, zarywać noce, załapać parę dodatkowych siwych włosów na głowie. Wejście w organizację imprez i koncertów przypłaciłem utratą pewnej magii. Na szczęście zastąpiłem ja magią innego rodzaju. To moje miejsce... A Wy śledźcie poczynania zespołu The Olsten Brothers Band. To, co zostawiają po sobie w sercach, jest nie do opisania. Dziękuję, Panowie. Do następnego! Dwa miesiące później, na samo wspomnienie tego wieczoru, przechodzą mnie dreszcze. Magiczne.
Kolejny koncert z cyklu SLMF zapowiedziany został pod koniec miesiąca, a w Sali Kameralnej Amfiteatru im. Czesława Niemena w Olsztynie zaprezentować miał się nie kto inny, jak Król.
 
Kameralny Slow Life Music Festival - The Olsten Brothers Band
 
Grudzień był chyba najspokojniejszym miesiącem w roku. Otwarty koncertowo przez wspomnianego wyżej Króla, na którego występ czekałem od ponad roku (co prawda zagrał latem na Olsztyn Green Festival, ale tego dnia technika totalnie pokpiła sprawę i trudno było nazwać to koncertem) i który zostawił słuchaczy z szeroko otwartymi ustami. Tydzień później wraz z Traffic Junky odwiedziliśmy rodzinne strony, czyli Mrągowo, grając w jednym z najfajniejszych miejsc, czyli w Pubie Ceglana. Idealne przyjęcie, świetna atmosfera i niezwykła publiczność dały ogromnego powera zespołowi, który odpowiednio podziękował widzom. To także był jeden z najweselszych wieczorów w mojej karierze, a to za sprawą dodatkowych gości, którzy wylądowali z nami w Mrągowie :)
Resztę miesiąca poświęciłem na podomykaniu różnych spraw, planowaniu przyszłego roku, w końcu udało mi się znaleźć czas na podsumowanie Halfway Festivalu, a okres okołosylwestrowy umilała mi zawartość paczki z USA. Tym sposobem, wraz z Jamesem Brownem, wszedłem w rok 2017...
 
Kameralny Slow Life Music Festival - Król
Traffic Junky w Mrągowie
Dave Matthews Band - Live Trax vol. 39 i vol. 40
 
Jaki był miniony rok? Dziwny, pełen niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Głównie za sprawą Slow Life Music Festival, który od momentu zimowego pomysłu stał się priorytetem i wyznaczył kierunek życia na przyszłe miesiące. Dzięki odwadze i trwaniu w przekonaniu o słuszności swojej idei poznałem wiele wspaniałych osób, których zapewne nie poznałbym nigdy: od artystów, przez pracowników instytucji, pubów i restauracji, po osoby, które przyciągnęła Brodata Muzyka, a potem i sam SLMF. Poznałem również mroczną stronę tej branży, wielokrotnie też zderzyłem się z czynnikiem ludzkim, krótkowzrocznością i głupotą, co kosztowało wiele nerwów i nierzadko przekładało się na moje relacje z innymi. Recepta na to okazuje się prosta: walczyć o swoje, póki jest taka możliwość - zrezygnować można w każdej chwili. I mimo, że nie jest to coś wybitnie odkrywczego, to wychodzę z założenia, że o sprawach oczywistych należy raz na jakiś czas przypominać. Sobie samemu również.
Po raz kolejny przypomniałem sobie, że jeśli czegoś bardzo się chce, to należy po prostu to robić, nie oglądając się na widzimisię innych. Tak było z moimi samotnymi wyjazdami na koncerty, tak było z lipcową wycieczką po krajach bałtyckich, tak będzie i w tym roku. Powiadają, że nie można oczekiwać innych rezultatów, jeśli ciągle postępuje się tak samo, ale w tym przypadku nie potrzebuję i nie oczekuję innych rezultatów. Po prostu robię swoje.
Rok 2016 to kilka utraconych starych i wiele zyskanych nowych znajomości. Po prostu czas zweryfikował pewne sytuacje i ludzi - trzeba iść dalej. Ogromnie cieszę się, że zdjęcia i nicki z Sieci w końcu zmieniły się w osoby, z którymi - dłużej czy krócej - miałem przyjemność porozmawiać. Dziękuję Wam wszystkim i pozdrawiam serdecznie!
Nie wiem, co przyniesie rok 2017. Nikt tego nie wie. Za to wiem, jaki mam plan i mimo, iż zakładałem, że będzie mniej związany z muzyką, to wszystko wskazuje na to, że dźwięki odegrają w nim ogromne znaczenie. Chciałbym też, by z nowym rokiem wróciły zapał, magia, zaangażowanie, a przede wszystkim czas na to wszystko. Jak będzie? Zobaczymy...

Tymczasem w ramach teasera - ostatnie słowa ostatniego utworu pierwszego albumu ubiegłego roku: it's time to hit the road...
Udanego 2017 roku!


PS. Wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego profilu na Instagramie. Więcej zdjęć można odnaleźć na FB - Brodata Muzyka.